piątek, 28 marca 2014

Wstyd..po prostu wstyd...

Wstyd tak długo unikać zapisów na blogu. Rozbisurmaniłam się nagrodą i osiadłam na laurach. Może to tez powód, ze nia mam czasu ostatnio pstrykać zdjęć, choć wiosna pcha sie wszystkimi możliwymi miejscami: fiołkami, pąkami magnolii i rozkwitłą forsycją. Nawet modrzew podwórzowy podejrzanie się zazielenił, taki lekki meszek ma na gałązkach.
Dziś dodatkowo byłam na wycieczce objazdowo - religijnej. Z młodzieżą. Młodzi jak młodzi - im dalej od miejsca zamieszkania, tym mniej odważni. Ja niczym ta kwoka zganiałam ich wszystkich razem i przy okazji upamiętniałam co ciekawsze obiekty (przynajmniej w moim odczuciu). Nie chciało mi się juz oprawiac zdjec w ramki i dodawać inicjałów, dlatego daje je "saute".



szarlotka na dobry początek dnia w Łagiewnikach

A tu już Kalwaria Zebrzydowska, drugi etap podróży.

Wnętrze kościoła. Zachwyciły mnie malowidła na ścianach. Tu widok na organy i chór.


 A tu sufit...

Prezbiterium - wrażenie barokowego przepychu, choć w bocznym przejściu znalazłam obraz z motywem Dance macabre.


A tu już bazylika w Wadowicach - ostatni etap wycieczki.

  "Wadowickie kremówki" - oczywiście każda cukiernia/kawiarnia pretenduje do miana tej,
w której Jan Paweł II zajadał się kremówkami po maturze

 A tu popołudniowy deser - owocowy wąż owoców z czekoladą, koktajl truskawkowy i (a jakże) kremówka)

Wrażeń dużo i co za tym idzie- zmęczenie.

niedziela, 16 marca 2014

Niedziela, całkiem, całkiem

Niedziela pełna wrażeń. Wysupłałam się z kasy i byłam na Łowcach.B. Absurd ich skeczów w połączeniu z gwarą (bo przecież oni ze Śląska) oraz samo to, że w pewnym momencie nie potrafią zachować powagi. Miłe również to, ze dwaj z nich kończyli moje liceum i jak to podsumowała Moja Kopia - oni tacy absurdalni bo z Miarki. Jednym słowem - dwie godziny dobrej zabawy.

 Wyliczanka w zabawie w chowanego
 frontman Mariusz
 Maciek szuka "job"
 Po występie - "moje dziewczyny" i fragment Łowców.B. Moja Kopia śmieje się za notatnikiem
Ludzie z Miarki..

I pomyśleć, że gdy Maciek miał 4 lata to ja zdawałam do liceum.....
Pozdrowienia dla czytających.
P.S. Wiem...mam mianować do nagrody blogowej, ale , kurczaki, blogi, które odwiedzam maja większa liczbę wyświetleń

sobota, 15 marca 2014

Sobota, kolejna

Kilka dni pogoda nas rozpieszczała. Ciepło się robiło, temperatura dochodziła do 17 stopni. Wczoraj na te okoliczność nawet kupiłyśmy bratki i sadziły na grządkach, aby się zakolorowiło. A dziś, niestety, pogoda pod psem:deszcz, wiatr i zimno.
Z racji tego wybrałam się dziś do Kapiasów. A tam duże zmiany - sala kawiarniana odnowiona, w foyer wstawiony bufet.... Oczywisćie - nie byłabym soba, gdybym nie kupiła do domu rzeczy: doniczki, skrzynki, sadzonek goździków, bratków (kolejnych) na grządki. Jeśli pogoda pozwoli, to jutro porobię im zdjęcia i wstawię na blog. Pozdrowienia dla czytających.

niedziela, 9 marca 2014

Pierwsze wyróżnienie

Niedziela. Wieczór. Jutro praca i szkolenie do 18.00. Miła perspektywa. Dziś muszę uzupełnić zaległości w wirtualnych dokumentach.
A dziś spotkało mnie miłe wyróżnienie, otrzymałam:

Wyróżnienie to otrzymałam od Dagi z  Irlandii,  a zasady można znaleźć miedzy innymi tu. I teraz mam twardy orzech do zgryzienia - jestem początkującą blogerką i powinnam nominować blogi, które mają mniejszą liczbę wyświetleń. Będę musiała takie poszukać a na razie zaczynam uważnie śledzić inne.

 A tu lista pytań, na jakie mam odpowiedzieć, co niniejszym czynię:
  1. Ranny ptaszek czy nocny marek?
    A to zależy od pory roku. Mój organizm wychodzi z założenia, ze jeśli za oknem ciemno, to należy spać. Zatem w zimie najchętniej spałabym do 8 ale wiosną/latem wstaje bez problemu o 6. Podobnie z wieczorami.
  2. W spodniach czy w sukience?
    Zdecydowanie spodnie. I jeansy i materiałowe, uwielbiam letnie bojówki. Sukienki.... nie mam.
  3. Kawa czy herbata?
    Rano kawa, w ciągu dnia herbata
  4. Kolor, którym byś siebie opisała?
    Hmmm... zależy od pory roku, ale chyba najbardziej wrzosowy i śliwkowy (pora roku w jakiej się urodziłam zobowiązuje)
  5. Ważne miejsce na turystycznej mapie Polski…
    Gdańsk ( do którego mam baaardzo daleko, ale wiąże się z miłymi wspomnieniami i Kraków)
  6. Ulubione kwiaty…
    Zdecydowanie konwalie.
  7. Miejska dżungla czy wiejskie bezdroża?
    Mieszkam na wsi, wiec bezdroży czasami mam po prostu dość.
  8. Ukochana książka z czasów szkolnych?
    Hmmm..pytanie zadane polonistce.... Dzieci z Bullerbyn i Ania z Zielonego Wzgórza
  9. Dowcipy czy anegdotki?
    Anegdotki, są delikatniejsze
  10. Ulubiona potrawa słodka…
    Ostatnio tiramisu pomarańczowe.
  11. Ulubiona potrawa słona…
    Hmmm... mogą być słone paluszki?
Gdy znajdę blogi, mające mniejszą liczbę wyswietlen - nominuję. Ostatecznie w najbliższych dniach uzupełnię dzisiejszy wpis. Miłego wieczoru czytającym.

sobota, 8 marca 2014

Sobota, wreszcie bez zwariowanych pomysłów

Wreszcie zaplanowałam wydarzenia dzisiejszego dnia, a nie poszłam na żywioł. Dlatego mogłam sobie pozwolić na małą sesje zdjęciową z przyrodą w roli głównej.
To widok przed domem:



 Obowiązkowo z biedronką






 Kto dostrzega biedronkę?


 Cudne fiołki, pierwsze w tym roku. I pomyśleć, ze w XIX i początku XX wieku jedli je kandyzowane.


 Jedna z pierwszych stokrotek


 Leszczyna, jej "wąsy".


A poniżej tulipany - obowiązkowe w Dniu Kobiet


Delikatne, eleganckie w swojej bieli i lekkim zabarwieniem różu.
Miłego wieczoru czytającym.

piątek, 7 marca 2014

Chorowania ciąg dalszy...

Jeszcze nie przechodziłam tak choroby. Nic mi się nie chce, stale bym leżała, teraz jeszcze zaczął się suchy kaszel. Nie wiem, jak pójdę do pracy w poniedziałek, bo dzisiaj jechałam po zakupy i czułam się jak koń po westernie.  Grzebałam w laptopie i znalazłam takie zdjęcia:

 To chyba rok, czy dwa lata temu, na zakupach w Auchan znalazłyśmy piękne peruki. Zdjęcie robiła moja mama i miało być jako "sweet focia".

A to na Targach Książki w Krakowie ze Stanisławem Mikulskim. Starszy,  elegancki pan, trochę wyższy ode mnie. Miła rozmowa, której się nie zapomina.
W ramach pobytu w domu zrobiłam próbne tiramisu, ale o smaku pomarańczowym. Przepis wzięłam stąd .Tzn - nie wzięłam go dosłownie, a tylko inspirowałam się nim. Bo na 250g serka mascarpone miałam 330g jogurtu greckiego i "na oko" cukru pudru i do tego domieszałam odrobinę (łyżeczkę) soku pomarańczowego. Biszkoptów nie moczyłam w soku.
Nie przepadam za czekoladowo - kawowym tiramisu ale to pomarańczowe mi smakuje. Niestety, nie mam zdjęcia, bo nim wyjęłam aparat to desery zostały pożarte przez rodzinę ...
I to na tyle z dzisiejszych notatek. Pozdrawiam mile czytających, miłego wieczoru życzę.

wtorek, 4 marca 2014

Marzec.... zatem jest nadzieja

Nadzieja na to, że można schować kurtki i zimowe obuwie, że wkrótce będzie wiosna. Choć jak na razie, pogoda trochę spasowała, dziś chłodniej - tylko 6 stopni. Ale krokusy coraz śmielej wyglądają na światło dzienne.



 A ja sama rozchorowałam się. Nie lubię chorować od niedzieli - przeleżysz ją cała, a wieczorem, gdy wydaje ci się, że czujesz się lepiej, masz wyrzuty sumienia: a może przejdzie do jutra, a po co na L-4... W moim przypadku nie poprawiło się - wręcz przeciwnie. Już przewidywałam u siebie reumatoidalne zapalenia stawów, bo ledwie się ruszałam. Dojechałam do lekarza, i, o cudzie, nie musiałam czekać w kolejce, zostałam przyjęta z marszu ( widać niedziela nie była aż tak imprezowa i skacowanych mało było). Zostałam osłuchana, ostukana i zaaplikowano mi lekarstwa. Oczywiście musiałam dwa razy pytać o dawkowanie. Nie wiem, czy lekarz sadzi, ze też kończyłam medycynę i zapamiętam, które lekarstwo dwa razy a które co godzinę? No i następny paradoks - dostarczenie L-4 do pracy. A jeśli byłabym chora obłożnie, zamówiła wizytę domowa i mieszkałabym sama to co? Rano zwlec się z łóżka i jechać do pracy? Bo przecież trzeba dostarczyć zwolnienie do trzech dni..... Paradoks wymyślony chyba przez sadystów.
Całe szczęście, że w okienku spotkałam panią Bronię, która obiecała dostarczyć moje zwolnienie do pracy.
I tak leże sobie w domu a czas upływa mi na oglądaniu Tv ( a konkretnie wiadomości z Ukrainy), oglądaniu filmów ckliwych i oczywiście-  kryminałów skandynawskich oraz na czytaniu.


                   to właśnie główne moje zajęcie w czasie choroby - brakuje pilota do TV i DVD

Spijam hektolitry herbaty z cytryną i sokiem z płatków dzikiej róży - jak dobrze, ze tak niewolniczo zbierałam ją w lecie.
A na zakończenie Futrzak Rudy - jak zwykle w pozie filmowej

                                        
Miłego dnia czytającym, dziękuje za wszystkie komentarze.