Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodkie wypieki i nie tylko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodkie wypieki i nie tylko. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 lipca 2014

Niedziela

Moja zapiski są niesystematyczne. Stwierdzam to autorytatywnie. I nie potrafię nic znaleźć na moje usprawiedliwienie. Uzupełniam zatem notatki.
Wakacje to dla mnie czas, gdy mogę gotować to, co jest (przynajmniej dla mnie) pracochłonne. Bigos, gołąbki, naleśniki z różnymi farszami. A ostatnio przypomniały mi się smaki dzieciństwa - placuszki z serka homogenizowanego. Przepis znajdzie sie w internecie, podaje tu uproszczony:
  • serek homogenizowany (ja kupuję w Biedronce)
  • jajko
  • mąka
  • proszek do pieczenia (łyżeczka)
 wszystko wymieszać dokładnie, ciasto powinno być dość geste, bo później podczas smażenia może się "rozłazić"
kłaść na gorącą oliwę na patelnię łyżka, formować placuszki, piec na złoto
mozna posypać cukrem - pudrem


 Tutaj pokazuję zwykłe, bez cukru, bo serek jest o smaku waniliowym. Ale to kwestia gustu.
I druga rzecz dobra na ciepłe dni - smoothie.


w moim wypadku zmiksowane owoce ananasu, brzoskwiń i jagód. Ja dodaje jeszcze natkę pietruszki - aby uspokoić swoje sumienie.

I drugie wydarzenie - urodziny mamy. nie są obchodzone może hucznie - ot zapraszamy rodzeństw mamy. Ale już drugi rok piekę dla niej ciasto - kruche, z pianką i do tego dodaję owoce sezonowe. W tym roku były to jagody.



Już kiedyś podawałam przepis na nie, więc wystarczy tylko poszperać.
 A już w poniedziałek po urodzinach pojechałam razem z Moja Kopia do Sandomierza na 3 dni. Ot taka mała wycieczka połączona z noclegiem w domu na ulicy Tatarskiej 3. Relacja z wyjazdu - jutro, gdy dopracuje zdjęcia.
Pozdrawiam czytających, obiecuję poprawę. Spokojnych snów.

piątek, 11 kwietnia 2014

Kwietniowo

Wiem, wiem..zaniechanie bloga powoduje utratę czytelników. Postaram się wynagrodzić to w dwójnasób. Najpierw moje zmagania kulinarne w zeszłym tygodniu. Ponieważ kupiłam truskawki ( te hiszpańskie, bez słodyczy, bo przecież nie wytrzymałyby transportu, wiec musiałam coś z nimi zrobić. Wybór padł na tiramisu ale w wersji owocowej: lekko osłodzone z kiwi i truskawkami. Cos słodkiego jest, a nie za bardzo grzeszne. Oczywiście rodzina zmiotła je w ciągu dwóch dni. Pozsotalo po nim tylko wspomnienie i fotografia:

ponieważ wspomnienia Pana Jerzego Stuhra już dawno przeczytane, czas na książkę, o której nie tak dawno było głośno. Jednak nie tak, jak o jej poprzedniczce. Dan Brown i jego kontrowersyjne książki sensacyjne. Juz pomijam, czy opisywane dzieła są zgodne z oryginałem ( Madonna wśród skał to obraz na desce a w Kodzie da Vinci Sophie usiłuje przebić obraz kluczem. Nie wiem, jak to chce zrobić, chyba tylko pozadzierać malowidło), ważne, ze akcja początkowo się ślimaczy, ale w miar ubywania kartek nabiera tempa. To równocześnie następna książka z cyklu czytania i dziergania


Jak na razie, jestem na etapie, gdy główny bohater uciekł przy pomocy włoskiej lekarki ze szpitala i próbuje przypomnieć sobie, co robił wcześniej. A ponieważ czytam wieczorem, jakoś dziwnie dłuży mi się powieść...
I następna rzecz, o której warto wspomnieć, to występ moich wychowanków na scenie z okazji Wieczoru Spotkań, który co roku organizuję. W tym roku postawiliśmy na regionalizm i prezentowane sceny były mówione po śląsku. Tym bardziej, ze uczniowie posługują się piękna gwarą, lekką, niewymuszoną. Nie to jednak było godne zapisania. Jakże byłam zaskoczona, gdy podczas zakończenia, przy prezentacji występujących, zostałam przez nich wywołana na scenę i podziękowali mi za pomysł, cierpliwość i możliwość wzięcia udziału w takiej imprezie. Organizowałam już takie wieczory kilkanaście razy, ale nigdy nie spotkałam się z takim podsumowaniem. Jest to baaardzo miłe.


To właśnie podziękowanie od nich... miłe i sympatyczne. Dla takich chwil warto pracować z młodzieżą gimnazjalną.

piątek, 7 marca 2014

Chorowania ciąg dalszy...

Jeszcze nie przechodziłam tak choroby. Nic mi się nie chce, stale bym leżała, teraz jeszcze zaczął się suchy kaszel. Nie wiem, jak pójdę do pracy w poniedziałek, bo dzisiaj jechałam po zakupy i czułam się jak koń po westernie.  Grzebałam w laptopie i znalazłam takie zdjęcia:

 To chyba rok, czy dwa lata temu, na zakupach w Auchan znalazłyśmy piękne peruki. Zdjęcie robiła moja mama i miało być jako "sweet focia".

A to na Targach Książki w Krakowie ze Stanisławem Mikulskim. Starszy,  elegancki pan, trochę wyższy ode mnie. Miła rozmowa, której się nie zapomina.
W ramach pobytu w domu zrobiłam próbne tiramisu, ale o smaku pomarańczowym. Przepis wzięłam stąd .Tzn - nie wzięłam go dosłownie, a tylko inspirowałam się nim. Bo na 250g serka mascarpone miałam 330g jogurtu greckiego i "na oko" cukru pudru i do tego domieszałam odrobinę (łyżeczkę) soku pomarańczowego. Biszkoptów nie moczyłam w soku.
Nie przepadam za czekoladowo - kawowym tiramisu ale to pomarańczowe mi smakuje. Niestety, nie mam zdjęcia, bo nim wyjęłam aparat to desery zostały pożarte przez rodzinę ...
I to na tyle z dzisiejszych notatek. Pozdrawiam mile czytających, miłego wieczoru życzę.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Już jutro Wigilia

Wreszcie się doczekałam wolnego. I o dziwo - wizja tylu wolnych dni spowodowała, ze potrafiłam uporać się z zaległościami w dwa dniu. Ale po kolei:
W piątek poszłam do pracy w moim swetrze, który dłubałam od połowy października. Jest czerwony, więc był jak najbardziej "na temat". Sweter prezentuje się tak:


Nie mam, niestety, manekina, więc prezentacja musi odbywać się w pozycji horyzontalnej. Mogłam wszakże zrobić sobie zdjęcie w nim, ale po pierwsze primo - nie lubię zdjęć robionych do lustra (a jedyne normalne lustro mam w sypialni i nie chciałabym, aby prezentować pościel). A po drugie primo - bateria w Nikonie była się rozładowała i musiałam czekać na jej ponowne ożywienie. Ale nic straconego, Moja Kopia obiecała, ze zrobi mi przy najbliższej okazji i w sprzyjającym otoczeniu.
Ponieważ rodzinne atrakcje urodzinowo - przyjęciowe odbyły się w sobotę, w niedzielę mogłam pojechać na kolędowanie do Państwa Kapias.  Cudne cztery godziny relaksu i słuchania muzyki w wykonaniu tria gitarowo - akordeonowego.
A dziś ostatnie zakupy o przygotowanie do świąt. Upiekłam ciastka serowe, których przepis dałam już wcześniej. Prezentują się może przeciętnienie, ale smakują obłędnie

Kapusta z grzybami, sałatka jarzynowa i wywar na zupę rybną i barszcz już są przygotowane i "przegryzają się". To magiczny proces,  którego chemicy nie potrafią dokładnie opisać, ale wszystkie kobiety, które gotują doskonale wiedza na czym on polega. Już nie dodam, ze sezon :"NIE JEDZ TEGO, TO NA ŚWIĘTA",  uważam za otwarty.
Dodam jeszcze, ze choinka juz jest, ale stoi na balkonie, bo Futrzak Hultajowaty wykazywał duże zainteresowanie wszelkimi ozdobami jakie na niej dyndają. A ponieważ jest ona prawdziwym drzewkiem osadzonym w donicy, wiec dla jej dobra lepiej będzie, gdy będzie podziwiana przez drzwi balkonowe.

W tym roku nie zastosowałam żadnego klucza ozdobowego, pozwoliłam Mojej Kopii iść na żywioł, czym niezmiernie ją uszczęśliwiłam. Dodatkowy akcent świąteczny to poinsecja na parapecie okiennym

A jako akcent rękodzielniczy - kolejne pudełko decoupage w wykonaniu Mojej Kopii. Doszła już do wprawy i wyrabia je-można rzec -  taśmowo.
Już nie będę dodawała, ze zlałam wreszcie ostatnie nalewki - śliwkową i winogronową. Produktem ubocznym śliwkowej są same śliwki w spirytusie, które moczyłam w czekoladzie i mam takie domowe praliny.
To właśnie one, stygną na parapecie okiennym i z tego co widzę - tajemnicze palce już je pokosztowały.
I nie dodam tez, ze zamierzam wykończyć sweter "rósiowy", zabrać się za sweter we wzory norweskie, zrobić czapki(sztuk dwie), przeczytać masę książek....
Coś tak mi się wydaje, ze braknie mi czasu.....
Spokojnych i pogodnych świąt dla wszystkich.


środa, 11 grudnia 2013

Przed świętami

Tak na szybko, podaję proste przepisy na ciastka świąteczne, które się robi prosto i szybko, a jeszcze szybciej znikają z patery.

CIASTKA SEROWE
  • ser, tłuszcz, mąka - w równych ilościach
    zagnieść, uformować ciastka, do środka dać kleks powideł śliwkowych, piec na złoto w 200st.C
 ROGALE DROŻDŻOWE (to jedyne ciasto drożdżowe, które potrafię robić)
  • 400g mąki
  • 40g drożdży
  • 1 jajko
  • 5 łyżek letniej wody
  • 250g margaryny
  • sól, powidła śliwkowe
drożdże rozrobić z wodą, zagnieść z wszystkimi składnikami
rozwałkować, formować rogaliki z powidłami, piec na złoto na papierze do pieczenia

TURECKIE PÓŁKSIĘŻYCE
  • 15dkg masła
  • 15dkgcukru pudru
  • 5 jajek
  • 10dkg mielonych orzechów
  • 5dkg kakao
  • 7dkg maki
masło utrzeć z cukrem, dodawać stopniowo po jednym żółtku, ucierać na puch
dodać mąkę i przesiane kakao oraz mielone orzechy, wszystko wymieszać,
ubić pianę z białek, wyłożyć na utartą masę, lekko wymieszać

wyłożyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, równo rozsmarować, piec 15 minut
po ostudzeniu ciasto polać lukrem, a gdy ten zaschnie wykrawać szklanka półksiężyce (szklanką nie wykrawać całego koła tylko połowę, a następne automatycznie wyjdą jak półksiężyc).

 To moje ulubione ciastka świąteczne. Jeśli ktoś się pokusi o upieczenie ich - życzę smacznego!




niedziela, 10 listopada 2013

Pracowitych dni ciąg dalszy


 Może nie tyle co ciąg dalszy, ale zaczęłam nową robotkę. To sweter-raglan robiony metodą "od góry". Wzór i rozpisanie znalazłam tu. A sama praca wygląda tak:
Sama włóczka jest "rósiowa" (jak mówi moja kopia), bo to ulubiony ostatnio kolor licealistki. Wymyśliła sobie, ze chce mieć sweter w różne pasy ażurowe, więc jestem teraz na etapie wyszukiwania różnych, przy których można pracować i równocześnie oglądać jakiś film na DVD (ale o tym później).
Ponieważ miałam jeszcze szare renety, jako Najlepsiejsza Mama, zajmująca pierwsze miejsce na najlepsze kanapki w rankingu mam liceum, upiekłam dziś szarlotkę, Taka na kruchym cieście, z szatkowanymi jabłkami. Przepis podaję poniżej:

 Przepis na kruche ciasto

1 kostka masła
3 szklanki mąki(tortowej) + 2 łyki
1 jajko
2 żółtka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 szklanka cukru
2-3 łyżki kwaśnej śmietany

wszystko zagnieść włożyć do lodówki(najpierw podzielić na 2/3 i 1/3)na około1/2 godziny
po wyjęciu - większa częścią wylepić blachę, włożyć do piekarnika, podpiec w temp ok 220 na złoty kolor, wyjąc, wystudzić
jabłka obrać i poszatkować, dodać do nich trochę cukru i cynamonu
z pozostałego białka ubić pianę(dodaję zawsze ciutkę soli a do smaku sok z limonki albo cytryny)
pianę przełożyć do jabłek i delikatnie wymieszać, aby "nie siadła".
całosć wyłożyc na podpieczone ciasto, poszatkować na górę pozostawiona część ciasta i włożyc do piekarnika na ok 15-20 min. (temp.220)
A efekt....
 Ciasto na blasze

 A tutaj na talerzyku. Można dodać gałkę lodów
 Pracując dzis w pocie czoła, licząc oczka na nowy sweter, oglądałam jednym okiem filmy nakrecone na podstawie kryminałów Camilli Lackberg - Ofiara losu i Niemiecki bękart. Jeśli ktoś lubi klimaty skandynawskie i nie potrzebuje szybkiej akcji  to z pewnością może je oglądać.
Dla mnie przemawia krajobraz Szwecji, jej naturalność, surowość krajobrazu. I na pewno jest to o wiele ciekawsza oferta spędzenia niedzielnego południa niż to co oferuje TVP.
Nie muszę chyba dodawać, ze przeczytałam kryminały tejże autorki. I może opinie o nich są takie same , jednak jak już kiedyś wspominałam - ambitne książki czytałam na studiach, teraz chce po prostu przy nich odpoczywać. Miłego wieczoru dla czytających.


wtorek, 13 sierpnia 2013

Lato w butelki rozlane...

Sierpień, więc pora zapraw i przetworów. Nie, bynajmniej nie zaprawiam ogórków i innych papryk. To wolę  jeść na surowo (już słyszę głosy oburzonych, ze w zimie to na sztucznym wszystko wyhodowane - nie przeczę, ale mieszkam na wsi i wiem z doświadczenia, ze gdy nie sypnie się prochami, to pomidory jakieś pokraczne wyjdą). Ale dość o tym. Staram sie o przetwory bardziej  "niecodzienne", a przejawia się to w mojej miłości do róży pomarszczonej.
Dziś doszły też do tego owoce.
Z płatków postanowiłam zrobić syrop i konfitury, a z owoców konfitury. Przepisy wyszukuję w internecie -nieocenione "źródło wiedzy objawionej". Jednak nie trzymam się ściśle podanych proporcji, robię na tzw. "oko". Czytelniczki, które zajmują się gotowaniem już długo, wiedzą o czym piszę.

Na  Syrop z płatków róży  potrzeba

  • garść płatków róży (bez białych końcówek, jednak ja ich nie obcinam)
  • 1/2 szklanki wody
  • sok z 1/2 cytryny
  • szklankę cukru
Ponieważ ja miałam więcej płatków, więc sukcesywnie powiększyłam ilość pozostałych składników, oszczędziłam tylko na cukrze, bo mogłoby być za słodkie
Wodę+cukier+sok z cytryny zagotować (do rozpuszczenia cukru), dodać płatki i gotować na wolnym ogniu (ja gotowałam ok. 0,5 godziny, mieszając od czasu do czasu)



 

 Gdy płatki stały się szkliste zebrałam je łyżką cedzakową, a gorący syrop zlałam do butelki i słoiczka, zakręciłam i odwróciłam "do góry nogami". Później jeszcze za pasteryzuję, ale to gdy będę miała większą ilość przetworów.

Tu przedstawiam już efekt końcowy


W słoiku mam sok z płatków róży robiony w inny sposób: przesypywałam warstwy płatków cukrem, identycznie jak robiłam to przy nalewce z róży (przepis na to znajdziecie tu ). Ponieważ płatki były leniwe, zalałam je dziś resztą syropu i wymieszałam dokładnie cukier. Na zdjęciu widać na dnie jeszcze pozostałość cukru, ale ten rozpuści się przy pasteryzacji.

Konfitura z płatków róży
  • 1/2 szklanki wody
  • 1 szklanka cukru
  • 1 szklanka płatków róży
  • 2 łyżki soku z cytryny

I tutaj znowu zwiększyłam ilość składników, wody dałam ok 1,5 szklanki, bo później i tak odparuje.
Wodę + cukier -zagotować i do gorącego syropu wsypać płatki po czym natychmiast dodać sok z cytryny.


 

Ja dodałam do konfitury również płatki, które pozostały mi po odcedzeniu z syropu.
Konfiturę smażyć na wolnym ogniu aż stanie się gęsta po czym zlać do słoika.
Jakość zdjęcie na powala, ale mniej-więcej tak wygląda konfitura z płatków

 I wreszcie owoce dzikiej róży

Wyjątkowo znalazłam przepis na konfiturę, gdzie nie trzeba mrozić owoców. Następną zrobię z mrożonych.
Najpierw praca katorżnicza, czyli oczyszczanie ich z pestek.


Następnie owoce przesypać do garnka dodając tyle cukru, ile ważą oczyszczone owoce. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym przepisu nie zmodyfikowała: cukru nasypałam "na oko", dodałam pół szklanki wody, aby owoce nie przypali się i wycisnęłam troch soku z cytryny, ok 1 łyżeczkę). Teraz to już pozostało tylko smażyć na wolnym ogniu, aż owoce staną się przejrzyste

Moja Babcia twierdziła, że dobre konfitury powinny "pyrczeć" kilka dni, wiec idąc jej radą nie nałożyłam ich jeszcze do słoików. "Popyrczę" je jeszcze jutro, może pojutrze i dopiero wtedy założę do słoików (wyparzonych, później zakręcić i odwrócić do góry dnem)

Zaczynamy wszystko od początku

Poniedziałek to taki dzień, gdy wszystko jest nowe:nowy tydzień, nowe możliwości. Specjalnie nie lubię poniedziałku, bo to najgłupszy dzień- wizja tylu dni do następnego wolnego jest dołująca. Chyba jeszcze gorsza jest niedziela po południu....
Dlatego dziś pokazuję coś co zrobiłam już parę miesięcy temu ,a efekt odczuwalny jest teraz
W czerwcu zaczęłam zbierać płatki róży pomarszczonej(nie mylić jej z dziką). z silnym postanowieniem wykonania nalewki różanej.
Wygląda własnie tak:

Obiera się je dość przyjemnie, szczególnie, że wydzielają oszałamiający zapach, który chciałoby się zatrzymać. Mnie udało się nazbierać trzy takie koszyki



Teraz wystarczyło tylko wsypać do słoja: dwie garści płatków (wcześniej oczyszczonych) przesypać ok 0,5 cm warstwą cukru i tak naprzemiennie do ok 3/4 wysokości słoika.


Całość zalać wódką lub spirytusem (wg uznania, spirytus daje mocniejszy nalew). Wstawić słoik w ciemne miejsce i czekać, aż płyn nabierze ciemnoczerwonego koloru. Im dłużej trzyma się nalew w słoiku, tym jest on mocniejszy. Ja zlewałam go ok 26 lipca do butelek. Sama nalewka jest..pachnąca, smakuje lekko miodowo, ale wyczuwalny jest silny aromat róży. No i nie jest to nalewka do picia na zasadzie - chlup z ten dziób. Nią się delektuje
Nie podaje dokładnego przepisu, bo nalewki maja to do siebie, ze każdy wypracowuje swój własny przepis

Przepis na nalewkę różana.
płatki róży ( dowolna ilość)
cukier
wódka 0,7 litra
Płatki oczyścić, wsypywać do słoika : dwie garsci płatków, warstwa cukru, do wysokości 3/4 słoika. Zalać wódka tak, aby zakryła płatki.Odstawić w ciemne miejsce. Gdy płyn zmieni barwę na bursztynowoczerwoną, można nalew zlewać do butelki. W zależności od gustu można go lekko rozcieńczyć wódką.
I oto nalewka - różana a obok sosnowa. Przepis na nią podam w innym poście.



niedziela, 11 sierpnia 2013

Coś słodkiego - tort

Uzupełniam, bo podobno popularność bloga polega na systematycznym jego prowadzeniu.
Po tegorocznym spotkaniu autorskim z Panią Ewą Wachowicz,

 postanowiłam odnowić moje znajomości z wypiekami. Nie były to jakieś szaleństwa, ale zawsze to coś.

 Najpierw były grzebyczki z nadzieniem powidłowym i murzynek. Przepis znajdziecie tutaj i tutaj. Sam efekt wyszedł w ten sposób

Grzebyczki


Murzynek, który lekko zmodyfikowałam i dodałam alkoholu - do wyboru: rum, wódka, spirytus(tego mniej, bo mocniejszy)- ok4-6 łyżek

We wszystkim pomagał masz kocur. Jest wielkim pomocnikiem, szkoda tylko, że trzeba mu patrzeć na łapy, bo gdy tylko odwrócisz się, szybko coś ukradnie ze stołu


Ale że zaczynał sie sezon truskawkowy, następny był tort truskawkowy. Jedna wersja - na bogato, druga - na szybko.


Nie wiem, jak innym, ale dla mnie biszkopt był wyzwaniem. Jednak dzięki mojej sąsiadce mam przepis, który nie może się nie udać. Podaje go poniżej (mam nadzieje, ze Mirka się nie obrazi).

Przepis na biszkopt:
  • 7 jajek
  • 7 - 8 łyżek cukru
  • 7 łyżek mąki
  • 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia (zapisuję to: p/p)
  • łyżeczka soku z cytryny
- białka ubić na sztywno (można dodać ciutkę soli - szybciej sie ubiją), stopniowo dodawać cukier(porcjami)
- żółtka + p/p +łyżeczka soku z cytryny - wymieszać w szklance, poczekać chwilę (mieszanina musi zacząć "pracować"), dodać do ubitych bialek i nadal miksować do uzyskania jednolitego koloru
- dodać przesianą mąkę (tortową, dobrej jakości, inaczej ciasto "siądzie") i mieszać ciasto, ale już nie mikserem, a drewnianą łyżką (starać się, aby w cieście pokazały się bąble z powietrzem)
- tortownicę wysmarować tłuszczem, wysypać bułką tartą i wylać ciasto, wstawić do piekarnika (juz lekko nagrzanego) na ok20 minut w temperaturze 180 - 200 stopni
- po upieczeniu ciasto przestudzić i przewrócić "do góry nogami" - to co było górą będzie spodem
Uwaga- jeśli chcemy mieć ciemny biszkopt to dodajemy 2 łyżki kakao i tylko 5 łyżek mąki

Tort przekładałam palstrem upieczonego kokosu. Tu , gdzie mieszkam, często sie go stosuje w tortach "na bogato",

Przepis na blat kokosowy do tortu
  • 5 białek
  • 250g wiórków kokosowych
  • 230g cukru pudru
  • 2 łyżki mąki tortowej
- białka ubić dodajac stopniowo cukier, póxniej dodać stopniowo mąkę i kokos i dokładnie wymieszać(mozna łyzka, mozna mikserem)
- miskę z masą włożyć do garnka z ciepłą wodą i podgrzewać (jeśli ktoś ma specjalny garnek do gotowania na parze to może go zastosować, ja stosuje sposób "babciowy") aż masa będzie ciepła

- odstawić do przestudzenia, mieszać co chwilę
- na pergaminie do pieniaczenia wyrysować koło odpowiadające tortownicy, w której upieczemy biszkopt i w tym kole rozłożyć masę kokosową
- wstawić do nagrzanego piekarnika ok 180 stopni i piec do zrumienienia się masy
UWAGA - masę tę można wykorzystać do upieczenia kokosanek - ciastek za którymi każdy przepada - wystarczy na pergamin nakładać łyżeczka w pewnych odległościach od siebie porcje masy i piec do zrumienienia

Tort nie obejdzie sie bez kremu- ten mam od drugiej sąsiadki, starszej pani, która wychowała 7 dzieci i w czasach, gdzie nic nie było w sklepach, u niej zawsze znalazło sie "coś słodkiego".

Krem do tortu
Baza - 1 kostka masła +Jjajko z 3 łyżkami cukru - ucierać na gładką, jednolitą masę
Do tak przygotowanej bazy mozna dodać
I wersja -  dowolną galaretkę rozpuścić w 1/4 litra gorącej wody, ostudzić i dodawać chłodną do kremu - bazy, stale uscierając
II wersja - z owocami (najlepsze sa truskawki)
owoce rozgnieść z cukrem, stopniowo ucierać z masą-bazą, można usztywnić żelatyną lub galaretką

Teraz pozostało przeciąć upieczony biszkopt, nasączyć każdą część (łącznie z blatem kokosu) alkoholem, posmarować kremem ułożyć warstwy w kolejności: biszkopt, kokos, biszkopt i pozostaje juz tylko dekorowanie tortu wg własnego uznania.
Ja jeszcze smaruję jedną z części powidłami śliwkowymi albo jakimkolwiek kwaśnym dżemem, to przełamuje słodycz tortu. Oczywiście, jeśli będzie to tort owocowy.

Nie muszę dodawać, że gdy tort był gotowy, to podało nieśmiertelne zdanie: "Nie jedzcie tego, to jest na jutro".
Podobnie było z ciastem kruchym z owocami, które robiłam na urodziny mojej mamy. Ale to już w następnych zapiskach.
Słodkich snów i miłego dnia życzę czytelnikom - bo mam nadzieje, że takich znajdę.