Środa.. chyba najgorszy dzień tygodnia. U mnie trochę na luziku, choć czeka na mnie prasowanie i prace do sprawdzenia. Jednak popołudnie poświeciłam robótkom i filmowi "Szczęściarz" - czasami trzeba obejrzeć film lekki łatwy i przyjemny. Z tego oglądania zrobiłam trochę robótki, która w zamysłach miała być narzutą na fotel. Z ciekawości ją przyłożyłam i..załamałam się. Musiałabym jeszcze raz tyle nabrać oczek, aby spełniła swoja rolę. Decyzja: pruć czy nie długo była rozważana, ale w efekcie stwierdziłam: co nagle to po diable. Patrzyłam na ten fragment wykonanej pracy niczym kobra na ofiarę, trzeszczało mi w mózgu od myślenia. I wymyśliłam - zrobię z tego swetrzysko - otulacz. A ze kolor ładny kości słoniowej, wiec spełni jak najbardziej swoja rolę. I spokojnie zabrałam się za dalsze dzierganie.
A w swetrze irlandzkim guziki nadal czekają na przyszycie.
A tutaj zdjęcie z cyklu: Widok z okna
To akurat okno kuchenne wychodzące na podwórze. A to w tle to najprawdziwszy las w wersji bezsniegowozimowej.
Dziś dostałam książkę Marii Szabłowskiej i Krzysztofa Szewczyka "Ludzkie gadanie". Zabieram się do czytania wieczornego mimo, ze później rano nie potrafię się obudzić . Trudno. Ale już nie miałam co czytać, bo kryminały za mną a biografia Pana Karewicza się delektuję, aby na dłużej wystarczyła.
Witam czytelniczki bloga.Pojawiła się flaga Wielkiej Brytanii...radość, radość (cytując bohatera "Pogody na jutro" granego przez Pana Jerzego Stuhra).
Dziękuję za skrobniecie kilku zdań. Zapraszam do czytania. Wasze wizyty będą motywowały do systematycznych wpisów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narzuta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narzuta. Pokaż wszystkie posty
środa, 19 lutego 2014
poniedziałek, 10 lutego 2014
Wieczorem
Wczoraj robiłam doświadczenia z gadżetami na blogu i polikwidowałam mapkę z wizytami. A tu dziś - tadam..14 minut temu pojawiła się pierwsza flaga "zagrabaniczna". Mała rzecz a cieszy.
Nic mi się nie chce. Jestem po egzaminie z technologii informacyjnej. Jakoś czuje się zdołowana tym, ze skończyłam w godzinę a nie w , np 40 minut.
Ponieważ nic nowego nie udzierałam, Kocur Futrzasty nie pozował do nowej sesji wiec może o książkach
Swego czasu, gdy robiłam bibliotekoznastwo dowiedziałam się, że statystyczny Polak kupuje ok 2 książki rocznie.. No to ja wyrobiłam już normę na kilkadziesiąt lat, albo za kilkunastu statystycznych Polaków.
Co do samego czytania... Nie mam określonych gustów, czytam tzw. falami. Kiedyś Fleszarową - Muskat, Chmielewską. Gdy chodziłam do liceum lubiłam książki wojenne, ale obowiązkowo pisarzy rosyjskich. I to bez podtekstów politycznych. Dwa lata temu zaczytywałam sie w fantasy -" Malowany człowiek", "Trylogia Czarnego Maga" i inne. Jednak powracam do chwili obecnej do Angel fantasy a konkretnie do Lidii Kossakowskiej. Dialogi aniołów i archaniołów , ich zachowanie całkowicie odbiegały od stereotypowego wizerunku anioła co to w koszuli nocnej i ze skrzydłami. Tam aniołowie różnych płci zachowywali się niczym ludzie, robili lewe interesy, ulegali nałogom. A sama akcja wartko poprowadzona powodowała, że czyta się te książki "jednym tchem". Teraz mam sezon na kryminały szwedzkie (wspominałam już o tym wcześniej)
Nic mi się nie chce. Jestem po egzaminie z technologii informacyjnej. Jakoś czuje się zdołowana tym, ze skończyłam w godzinę a nie w , np 40 minut.
Ponieważ nic nowego nie udzierałam, Kocur Futrzasty nie pozował do nowej sesji wiec może o książkach
Swego czasu, gdy robiłam bibliotekoznastwo dowiedziałam się, że statystyczny Polak kupuje ok 2 książki rocznie.. No to ja wyrobiłam już normę na kilkadziesiąt lat, albo za kilkunastu statystycznych Polaków.
Co do samego czytania... Nie mam określonych gustów, czytam tzw. falami. Kiedyś Fleszarową - Muskat, Chmielewską. Gdy chodziłam do liceum lubiłam książki wojenne, ale obowiązkowo pisarzy rosyjskich. I to bez podtekstów politycznych. Dwa lata temu zaczytywałam sie w fantasy -" Malowany człowiek", "Trylogia Czarnego Maga" i inne. Jednak powracam do chwili obecnej do Angel fantasy a konkretnie do Lidii Kossakowskiej. Dialogi aniołów i archaniołów , ich zachowanie całkowicie odbiegały od stereotypowego wizerunku anioła co to w koszuli nocnej i ze skrzydłami. Tam aniołowie różnych płci zachowywali się niczym ludzie, robili lewe interesy, ulegali nałogom. A sama akcja wartko poprowadzona powodowała, że czyta się te książki "jednym tchem". Teraz mam sezon na kryminały szwedzkie (wspominałam już o tym wcześniej)
książki moje, część niewielka
Przeczytałam Lackberg, teraz sezon na Larsson. Tzn - te już tez przeczytałam. Głowna bohaterka przewija się u jednej i drugiej pisarki. Z tym, ze Larsson nie wygładza ludzkich wad, nie stosuje happy endu. Jej główna bohaterka popada w depresje, ląduje w szpitalu psychiatrycznym, a i po wyjściu z niego też ma chwile załamania. Tak, jakby pogrążała się w mazi w jakiejś otchłani, która ja wciąga i tylko od Rebbecki
(główna bohaterka) zależy czy jej się podda. Oczywiście: morderstwa to główny motyw powieści. A może motyw towarzyszący, zależy jak na to się patrzy. I charakterystyczny zabieg konstrukcyjny powieści - czas obecny przeplata się z czasem przeszłym. Przeszłość jakby determinuje działania współczesnych bohaterów. No i co najważniejsze - bohaterki nie są idealne. Jedna ma problemy psychiczne, druga walczy z porządkiem w domu, ogarnięciem go, inna odchudza się stale i permanentnie. Ot - zwykłe kobiety.
I drugi rodzaj książek, które lubię teraz czytać, to wspomnienia. Najczęściej aktorów, bo do polityków nie mam cierpliwości -wyjątek prof. Bartoszewski.(główna bohaterka) zależy czy jej się podda. Oczywiście: morderstwa to główny motyw powieści. A może motyw towarzyszący, zależy jak na to się patrzy. I charakterystyczny zabieg konstrukcyjny powieści - czas obecny przeplata się z czasem przeszłym. Przeszłość jakby determinuje działania współczesnych bohaterów. No i co najważniejsze - bohaterki nie są idealne. Jedna ma problemy psychiczne, druga walczy z porządkiem w domu, ogarnięciem go, inna odchudza się stale i permanentnie. Ot - zwykłe kobiety.
wspomnienia aktorów - Mikulskiego i Karewicza
Biografie te prowadzone są w modnej obecnie formie rozmowy. Przedstawione na zdjęciu to wspomnienia Emila Karewicza ( widoczne) i Stanisława Mikulskiego ( te ostatnie z osobista dedykacją aktora). Już nie nadmieniam o wspomnieniach Beaty Tyszkiewicz ( też z imienną dedykacja), Małgorzaty Braunek, Mariana Kociniaka, Jerzego Stuhra i Urszuli Dudziak (dedykacja).
A minister Boni chciał zlikwidować biblioteki, uważając je za przeżytek .....
Spokojnego wieczoru czytającym.
p.s. Nie dodam, że to coś obok książek, to robiąca się narzuta na fotele.....
Spokojnego wieczoru czytającym.
p.s. Nie dodam, że to coś obok książek, to robiąca się narzuta na fotele.....
Subskrybuj:
Posty (Atom)


