Pokazywanie postów oznaczonych etykietą las. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą las. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 lipca 2014

Wakacje, wolne....

Już drugi tydzień wakacji zbliża się ku końcowi. Jak dla mnie był to pracowity czas.
Najpierw zakończenie roku szkolnego. Ponieważ miałam od marca wychowanków, wiec pożegnanie miało specyficzny charakter. Pierwszy raz wzruszyłam się, ale tez pierwszy raz w taki sposób pożegnano mnie. Nie powiem - było to baaardzo miłe. A jeśli czytają mojego bloga to chcę wam powiedzieć, że byliście wariaci, ale sympatyczni wariaci.

 tu dziewczyny z mojej i równoległej klasy, ostatnie dni nauki.

A tu Kocur Rudy...właśnie przestał obgryzać kwiaty

W zeszły poniedziałek podsumowanie szkolenia e-learning i uzyskanie uprawnień z ECDL. a 4-6 lipca ponowny wyjazd do Warszawy na szkolenie. Tym razem pamiętałam o zrobieniu zdjęcia PKiN


Zdjęcie robione telefonem, dlatego jakość jest jaka jest. Widok PKiN od strony hotelu Marriott

Szkolenie miałyśmy na Miedzeszynie. Hotel dość przyjemny, choć we wcześniejszym jakoś lepiej nam się mieszkało. Teraz tylko czekać na przydzielenie grupy i zaczynam pracę jako mentor.Dam radę .... muszę.
We wtorek spotkałam się z moimi dziewczynami - zdały mi relacje, kto się gdzie dostał do szkoły, kto się przenosił. Takie tam, babskie ploteczki. Przy okazji byłyśmy w rosarium założonym obok Szkoły Ponadgimnazjalnej. Wrażenie niezapomniane, zapach odurzający, potęgowany jeszcze przez wysoką temperaturę.
To rosarium obok szkoły (Dodałabym zdjęcie dziewczyn, ale nie wiem, czy wyrażają zgodę). 

A później codziennie coś. Dziś ukoronowanie wyjazdów - oczywiście Ogrody Kapias, ale przy okazji również Pszczyna i Zagroda Pokazowa żubrów. O ogrodach pisałam juz tyle, ze musiałabym się powtórzyć. Zatem dziś tylko fotoreportaż.

 Część handlowa - wybieramy róże.


 Jej Wysokość Róża w odsłonach


 Liliowce, cudne kwiaty, które dobrze rosną w półcieniu.


Kwiatek, jak kwiatek, ale pszczoła jest uwieczniona.








 I znowu Jej Wysokość Róża

 Labirynt z tui. Dobrze, ze nie jestem niska.



Lilie trąbkowe. Cudnie , wyglądają, obłędnie pachną.
I sama nie wiem, która bardziej dostojna - róża czy lilia?


Moja Kopia odpoczywa.... tzn prezentuje się do zdjęcia.

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w Pszczynie. Facet nie był nigdy w Zagrodzie a i my (Moja Kopia, Moja Mama i ja byłyśmy tam ostatnio chyba z 5 lat temu).  Obiekt mieści się przy ul. Żorskiej. Nie sposób jej przegapić, bo przed brama główną znajduje się rzeźba żubra, parking a za nim pole golfowe ( nie wiem, kto lubi ten sport - jedno uderzenie piłeczki, a później kilkaset metrów do przejścia...). Do samej zagrody trzeba przejść kawałek (ok 100 metrów) deptakiem.
Sama zagroda jest dość ciekawie zorganizowana. "Człowieki" chodzę po planie okręgu do którego dotykają wybiegi zwierząt. oczywiście - zwierzyna płowa, ptactwo i...gryzonie. Szczególnie cudne trzy małej jeżyki, z których jeden dziabnął mnie w palec. Sądził widocznie, że to piękny robal, którego można zjeść.  


 Mały jeżyk, zdjęcie na dużym zbliżeniu, bo oczka siatki były wielkości ok 1cm.

W środku koła stoi drewniany budynek w którego wnętrzach ma się okazje zobaczyć wypchane zwierzęta w zainscenizowanych ich naturalnych warunkach. Jedno z pomieszczeń to izba leśniczego. Jest fantastyczna, szczególnie duży żeliwny piec, w którym umieszczono urządzenie imitujące odgłos buzującego ognia. Wspomnienia.... bo Moja Kopia wychowana już na kuchenkach gazowych. oczywiście skóry zwierząt, wypchane zwierzęta. Jak to w leśniczówce. Mnie natomiast zainteresowała plansza, która orientacyjnie pokazywała, o której godzinie który ptak rozpoczyna swoje trele. Pierwsze słyszymy ok 3 nad ranem (to znaczy ja je słyszałam, bo często się budziłam o tej porze). Dla zainteresowanych podaję link do strony Wikipedii. Lubię śpiew drozdów, ale nie o 3 nad ranem
Na zewnątrz są ławki, można usiać i obserwować zwierzęta. Tym bardziej, ze o 14 jest pora karmienia żubrów i można obserwować te olbrzymie zwierzęta.
Spaceruj ac i obserwując żubry przypomniałyśmy z Moją Mamą, jak to Mój Tato spotkał się pewnego dnia z takim Panem Żubrem w lesie. Z hodowli w Jankowicach uciekło kilka sztuk i chodziły po okolicznych lasach. Gdy Mój Tato opowiadał nam te historie, płakałyśmy ze śmiechu, bo oczywiście wyolbrzymiał pewne rzeczy. Jednak teraz, gdy miałyśmy możliwość porównania wielkości.tego zwierzęcia, stwierdziłyśmy, że jednak jest on ogromny.




Tu małe żubry z dorosłymi. Cudnie wyglądają, jak to maluchy. Takie jeszcze nieporadne, niepotrafiące kontrolować swoich kopytek.


 Wybieg saren i ciekawostka - sarna albinos.

 
 Wybieg saren, gdzie sorki (panowie sarny) razem z sarnami i maluchami odpoczywają. Małe dzieci, które były w zagrodzie na wszystkie "maluchy" wołały - Bambi


Tu piękny sorek, który podchodził do nas, pozwalał się pogłaskać, dotykał mokrym nosem

 


 

Czyż nie Bambi?


Gatunek gęsi, podobno "łabędziowych". Nie doczytałam informacji.

 Łanie odpoczywają z młodymi

 Łania, która podchodziła do widzów

W oddali stado -  szkoda, ze zdjęcia robiłam telefonem, byłoby widoczne piekne poroże jeleni. Nie mam też zdjęcia, które oddawałoby lekkość biegu jeleni



 Paw - jeden na wybiegu, drugi w wolierze. Dlatego zachował tak piękny ogon



I na zakończenie małe króliczki, towarzysze trzech małych jeżyków.

Po zwiedzaniu można odpocząć przy kawie, bo i takie jest tam miejsce. Siedzieliśmy sobie i nie chciało nam się wracać.  Mieliśmy wrażenie, ze to niedziela, a nie sobota.
Jeśli ktoś zauważył - zdjęcia nie maja ramkę a i nie wszystkie są podpisane. Nie miałam jedna sił, aby wszystkie je obrabiać, bo znowu nie uzupełniłabym notatek na blogu.
Wśród czytelników pojawił się ktoś ze Szwajcarii - witam serdecznie, zapraszam do stałej lektury.

Wybieramy się tez do Sandomierza i na poczciwą Czantorię. Nie..nie zamierzam zdobywać szczytów. Wyjedziemy sobie kolejka linową na szczyt, przejdziemy do schroniska polskiego, a później spacerkiem do schroniska czeskiego. Ot takie przejście szlakiem.

W poprzednim wpisie wspominałam o wypowiedzeniu i nieciekawej sytuacji...
Otóż: zawsze stosuje filozofię Scarlett O'Hary - "Pomyślę o tym jutro". To najlepsza filozofia. Byłam na rozmowie i od września mam dodatkowe klasy. Niewiele lekcji, ale zawsze coś. I tym optymistycznym akcentem konczę zapisy dnia dzisiejszego. Miłego wieczoru czytającym





poniedziałek, 19 maja 2014

Prawie miesiąc.

Prawie miesiąc mija od ostatniego wpisu. Leń ze mnie. I to nie leń twórczosłowny, ale fotograficzny. Zdjęcia są, tylko nie chce się ich obrabiać. Od zeszłego tygodnia zwiększenie obowiązków w pracy, dodatkowe przyjścia w soboty. A żeby ambicji stało sie zadość, zgłosiłam się na szkolenia. Niby nic takiego, bo tych szkoleń to skolko ugodno mam. Ale to mam wyjazdowe. Kilkakrotnie wyjazdowe. Popołudnia muszę ściśle zaplanować, aby nie mieć pustych przebiegów.
Pogoda wreszcie wypłakała się i dziś pierwszy raz zaświeciło słonce...od tygodnia. Wcześniej tylko deszcz na przemian padał, lał, siąpił..... A w przyrodzie wiele zmian. Zapomniane już pierwsze listki które nieśmiało zazieleniły świat teraz rozpanoszyły się niczym kury na grzędzie. mlecze (mniszek lekarski) zmieniły swój stan skupienia na ulotnnoparasolowaty


Kwiaty jabłoni i czereśni juz dawno opadły z bieli, zostały po nich tylko wspomnienia

bzy uległy deszczom i ich kwiaty lekko utraciły na urodzie (tu jeszcze przed deszczami)

No i wreszcie azalie i różaneczniki -  najpierw nieśmiało,  a teraz okazuje się, ze część z nich już dawno potraciła kwiaty...

Szczególnie na tym ostatnim widać efekt deszczu.
I tylko ptaszyska , ledwie przestało niebo płakac uznały, że można przyuważac czereśnie i byc pierwszymi zbieraczami.
 Tutaj jeden z pyszczących. Siedzi toto nastroszone i pyskuje. Już nic to, ze w ciągu dnia..ale dlaczego bladym świtem? Szczególnie rano słyszę kosa, a później ziębę. Bo sikory, które mają gniazda wokół domu (dwie budki lęgowe i zaanektowana stara lampa drogowa), już się nie liczą.... A swoja drogą - obserwowałam je kiedyś przy pracy, tj. karmieniu młodych. Uwijają się jak w ukropie naprzemiennie donosząc smakołyki swoim pociechom. Jednak dzieckuny, czy to ptasie, czy ludzkie, są zawsze wymagające uwagi i poświęcenia.

czwartek, 24 kwietnia 2014

Coraz blizej maj

Dziś wreszcie mogłam zrobić zdjęcie, do którego przymierzałam się dość długo.  Drogę, która biegnie obok mnie, fotografowałam w pierwszych ciepłych dniach (chyba w lutym). teraz prezentuje się tak.


 
  
Chyba jest różnica w wyglądzie.
I to co pisałam już wcześniej - ta zieleń, które jeszcze nie jest w pełni rozwinięta, ale już widoczna.
Siedziałam dziś na egzaminach gimnazjalnych, gimnazjum mieści się w dawnych budynkach pałacyku. Pięknie to wygląda, ale gdy siedzi się tam najpierw półtorej godziny, a później dwie to zaczyna być zimno (ten nieśmiertelny sezon grzewczy, który trzyma się sztywno dat kalendarzowych). Dla ogrzania się posiedziałam na dworze. Skutki tego ogrzewania się w słońcu prezentuje poniżej:

 Konwalie pierwsze o upajającym zapachu, czyż nie są piękne w swojej prostocie?
 Tulipany jakieś, kolorowe, papuzie..

 Kiedyś tutaj była ścieżka, która często wchodziłam do lasu i bawiłam się w rożne zabawy, podpowiadane przez moja wyobraźnię. Bawiłam się z koleżanka, pozdrawiam, Małgosia...mieszkasz teraz gdzieś w Arizonie..
W głębi obecnie jest szkółka leśna i teren ogrodzony. Gdy miałyśmy 12-14 lat zaczynał się gęsty las...


 A tu już modrzew i leszczyna. Kto obserwował jak zmienia się ich "owłosienie"?


Niezapominajki (niezabudki wg mojej Babci), które to" rosną and potoczkiem, patrzą modrym oczkiem..." Piosenka, którą śpiewałam w dzieciństwie z Babcią.


Pyskująca sikora?/inny ptak. Sikory mają gniazdo w starej lampie i bladym świtem zaczynają swoje świergolenia. A Futrzak Rudy drapie w rolety, bo: "No muszę je zobaczyć, co one znowu tam robię?"
Podobno miłość do naszych braci mniejszych świadczy o człowieczeństwie?

A na zakończenie zdjęcie ulubionego dania Mojej Kopii - chilli con carne. Przepisów pełno w internecie, wiec nie podaję tutaj. Lubie to danie, bo samo się robi, szybko i zapycha się nim. Można jeść z ryżem, albo bez, na ciepło i na zimno. Tutaj na deserowym talerzu.


Nie zapomniałam o robótkach włóczkowych, jestem w trakcie dziergania swetra, ale pokażę, gdy będzie gotowy. Mam też teraz mniej czasu .
Miłego wieczoru czytającym.