Pokazywanie postów oznaczonych etykietą decoupage. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą decoupage. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 marca 2014

Uzupełniam notatki

Jak milczę to milczę, ale jak pisze to od razu hurtowo. Odespałam wczorajszy maraton wycieczkowy. Dlatego dziś, po lekkiej pracy na podwórku uzupełniam wiadomości pogodowe. Zgodnie z obietnica - zdjęcie forsycji przed domem:
 

 Nazywana jest czasami "złotym deszczem" i w pełni zasługuje na tę nazwę. Podobnie zachowuje się modrzew i leszczyna. Modrzew posadzony ponad 20 lat temu, z półmetrowego krzaczka stał się drzewem reprezentacyjnym.

tu tylko we fragmentach. Obok niego leszczyna, corocznie przycinana, aby tworzyć swoja koroną parasol, dający cudny cień w upalne dni.

Starałam się, aby pąki były widoczne.
I jeszcze magnolia o ciemnoróżowych kwiatach. Oby nie było przymrozków, bo wtedy kwiaty zmarzną.

A później już tradycyjnie kwiaty na grządkach:

 Obłędnie pachnące fiołki. Kiedyś było ich więcej na całym podwórku, ale jednego roku "panowie fachowcy" potraktowali je zaprawą murarską.
 Tu motyl na hiacyntach. Biedronki gdzieś sie pochowały. Moze zawstydził ich ten Pan Papillon
 Pierwsze tulipany
 A tu nieśmiało wyglądający szafirek
 Żonkile na rabatach, nalezą do karłowatych, wiec może nie są tak widowiskowe.
I niezawodne bratki. Tutaj pod modrzewiem

I jeszcze jedno zdjecie bratka (kupiłysmy chyba z 30 sadzonek). Moja Babcia nazywała je "sierotkami" i tłumaczyła: Widzisz: Ten na samym dole płatek barwny, elegancki to Macocha, zobacz, jaką ma kolorową sukienkę, jak się pcha do przodu, aby byc widoczną. Nad nią siedzą jej dwie córki, też wystrojone, choć nie tak jak matka. A za nimi dwie sierotki, płatki jednobarwne, dla których sukienek już nie wystarczyło kolorowego materiału i musiały ubrać to, co zostało". I musze powiedzieć, ze w ogrodzie Babci zawsze było pełno bratków. Nie wiem, jak to robiła, ze co roku miała barwne grządki, bo nie rpzypominam sobie, aby je sadziła ( jak mówiła: "flancowała")

I tutaj bratek z opowieści mojej Babci. ma lekko przechylona "głowę", jakby chciał zapytać kokieteryjnie: ładny jestem, co nie?

I jeszcze zdjęcie pudełka wykonanego przez Moją Kopię. Szła dziś do kolezanki na osiemnaste urodziny (rozpoczął się sezon ) i robiła dla niej prezent.


Ona nie jest swym dziełem zachwycona, mnie natomiast się podoba.
Miłego wieczoru czytającym.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Wolnego ciąg dalszy.

Jednak robota kocha głupich. Zamiast siedzieć sobie do południa w szlafroczku, oceniać prace, sączyć kawę, to pognało mnie gdzieś z samego rana. A konkretnie do pasmanterii mojej ulubionej w celu zakupienia wstążek do dekoracji. I nie przypuszczałam, ze może to być tak problematyczne. Bo umyśliłam sobie wstążki w kolorze pastelowym różowym i kawowym(z dużą ilością mleka, wiec to raczej by był beżowy). I a jakże...są wstążki...czarne, ale takich jak ja chce to nie ma. W ostatniej chwili przypomniał mi się sklep z rożnymi "fajnymi rzeczami" i tam dokonałam zakupów.Jeszcze nie wiem, gdzie je spożytkuję, ale zapewne nie będą długo leżały.
A poniżej prezentuje odnowione pudełko, które dostałam kiedyś od mojej Babci. Pierwotne jego przeznaczenie było na przybory do szycia, natomiast ja, a teraz Moja Kopia trzymamy w tym gumki do włosów, spinki i inne przydanie.


Dzieło Mojej Kopii, która nadzwyczaj pogrymaszała przy jego wykonaniu.
Natomiast ja zabrałam się za...malowanie koszyków wiklinowych (których mam trochę). Kto kiedyś malował wiklinę ten wie co to jest. Nie poprzestałam na jednym, bo to tak trochę głupio - jeden pomalowany a reszta nie. Wiec zabrałam się do hurtowej pracy. Jednak robota kocha głupich


W tym wysokim oczywiście przechowuje włóczki, które są niezbędne do mojej egzystencji.
I kiedy ja mam odpoczywać?

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Już jutro Wigilia

Wreszcie się doczekałam wolnego. I o dziwo - wizja tylu wolnych dni spowodowała, ze potrafiłam uporać się z zaległościami w dwa dniu. Ale po kolei:
W piątek poszłam do pracy w moim swetrze, który dłubałam od połowy października. Jest czerwony, więc był jak najbardziej "na temat". Sweter prezentuje się tak:


Nie mam, niestety, manekina, więc prezentacja musi odbywać się w pozycji horyzontalnej. Mogłam wszakże zrobić sobie zdjęcie w nim, ale po pierwsze primo - nie lubię zdjęć robionych do lustra (a jedyne normalne lustro mam w sypialni i nie chciałabym, aby prezentować pościel). A po drugie primo - bateria w Nikonie była się rozładowała i musiałam czekać na jej ponowne ożywienie. Ale nic straconego, Moja Kopia obiecała, ze zrobi mi przy najbliższej okazji i w sprzyjającym otoczeniu.
Ponieważ rodzinne atrakcje urodzinowo - przyjęciowe odbyły się w sobotę, w niedzielę mogłam pojechać na kolędowanie do Państwa Kapias.  Cudne cztery godziny relaksu i słuchania muzyki w wykonaniu tria gitarowo - akordeonowego.
A dziś ostatnie zakupy o przygotowanie do świąt. Upiekłam ciastka serowe, których przepis dałam już wcześniej. Prezentują się może przeciętnienie, ale smakują obłędnie

Kapusta z grzybami, sałatka jarzynowa i wywar na zupę rybną i barszcz już są przygotowane i "przegryzają się". To magiczny proces,  którego chemicy nie potrafią dokładnie opisać, ale wszystkie kobiety, które gotują doskonale wiedza na czym on polega. Już nie dodam, ze sezon :"NIE JEDZ TEGO, TO NA ŚWIĘTA",  uważam za otwarty.
Dodam jeszcze, ze choinka juz jest, ale stoi na balkonie, bo Futrzak Hultajowaty wykazywał duże zainteresowanie wszelkimi ozdobami jakie na niej dyndają. A ponieważ jest ona prawdziwym drzewkiem osadzonym w donicy, wiec dla jej dobra lepiej będzie, gdy będzie podziwiana przez drzwi balkonowe.

W tym roku nie zastosowałam żadnego klucza ozdobowego, pozwoliłam Mojej Kopii iść na żywioł, czym niezmiernie ją uszczęśliwiłam. Dodatkowy akcent świąteczny to poinsecja na parapecie okiennym

A jako akcent rękodzielniczy - kolejne pudełko decoupage w wykonaniu Mojej Kopii. Doszła już do wprawy i wyrabia je-można rzec -  taśmowo.
Już nie będę dodawała, ze zlałam wreszcie ostatnie nalewki - śliwkową i winogronową. Produktem ubocznym śliwkowej są same śliwki w spirytusie, które moczyłam w czekoladzie i mam takie domowe praliny.
To właśnie one, stygną na parapecie okiennym i z tego co widzę - tajemnicze palce już je pokosztowały.
I nie dodam tez, ze zamierzam wykończyć sweter "rósiowy", zabrać się za sweter we wzory norweskie, zrobić czapki(sztuk dwie), przeczytać masę książek....
Coś tak mi się wydaje, ze braknie mi czasu.....
Spokojnych i pogodnych świąt dla wszystkich.


niedziela, 15 grudnia 2013

Niedzielnie

Pogoda taka sobie. Śniegu nie ma, choć nie narzekam na jego brak. Bardziej czułam dyskomfort jako dziecko - bo to przecież muszą być białe święta. A właśnie... znowu nawiązanie do świat.
Czekam na nie, bo wreszcie będę miała chwile czasu dla siebie. A dzis, w ramach łamania się opłatkiem, byłam u Pani Elżbiety Kapias. To miejsce, gdzie rewelacyjnie odreagowuje stresy codzienności. Tym razem nie zapomniałam o zabraniu aparatu fotograficznego, czego potwierdzeniem są niniejsze zdjęcia:


Jedna z wielu choinek, tym razem w barwach wrzosowych

Magiczna śnieżna kula z bałwankiem. Moja Kopia je uwielbia.
Sklep w którym kupujemy świąteczne cudeńka
Gwiazda betlejemska już na moim oknie. Obok dziobek z różowej konewki, w której obowiązkowo musi być woda, inaczej Kot-Psot cierpi pragnienie ( a w miseczce też ma wodę, ale to wielki indywidualista).

Autorka bloga, trzyma w ręku szklanego aniołka, ale z racji posiadania Kota-Psota aniołek nie został zakupiony.


A tu Moja Kopia grzeje się przy piecu. Czy to instynkt pierwotnych, którzy fascynowali się płomieniem?

W przyszła niedzielę (22 grudnia) jest w Ogrodach Kapias koncert wigilijny. Szkoda, że nie uda mi się na nim być. Ale wszyscy czytelnicy zapewne będą tam mile widziani. Spokojnego wieczoru czytającym.
P.S. Mam pomysł na nowy sweter - masa będzie z nim dłubania, ale sadzę, ze będzie tego wart.

A tu jeszcze ostatnia praca rękodzielnicza Mojej Kopii.Pudełko na Przydasie Wszelkie

I stwierdziłam, że w zamian posiadania miliona i jeszcze trzech małych pudełek zamówię sobie właśnie takie jedno.







sobota, 9 listopada 2013

Decoupage

I jeszcze jeden wpis...
Wstawiam nowe zdjęcia przedmiotów z decopagu. Może ktoś się pokusi? To działalność mojej córki.




To pudelka na różne skarby. Bo skarbów zawsze w domu dużo - rożne "przydasie", które zawsze plączą się pod ręką i nie można ich zdyscyplinować.Ostatnie pudełko "poszło" do ludzi.... Jej pierwszy zarobek.

A tu jeszcze to co robiłam ja - obrazki w kuchni i breloczki.







niedziela, 11 sierpnia 2013

Niedzielny wieczór, dosć zimny.

Po temperaturach, które były w zeszłym tygodniu 35-38 stopni w cieniu, dzisiejsza (25 stopni)jest dla organizmu temperaturą wiosenną. Lubię ciepło i wychodzę z założenia, że latem powinno być ciepło.
Dziś kończyłam obrazek w decoupage'u. Zaraziła mnie tą technika córka i nawet nieźle mi to wychodzi, jak na pierwsze próby. Sposób wykonania znalazłam na tej stronie. Jednak dokonałam pewnych udogodnień takich jak:
-gruntuję farba akrylową do drewna (choć można taką do ścian, ale trzeba kilka warstw nałożyć),
- motywy często wydzieram, zamiast wycinam - daje to efekt "starej rzeczy", którą się odnowiło,
- po nałożeniu kolejnej warstwy lakieru przecieram obrazek, przedmiot papierem ściernym - kupiłam taki na gąbce, którą wykorzystuje się przy gładzeniu gładzi gipsowej
Efekt proszę ocenić samemu/samej:


Obrazek




Taboret, który już był koloru błękitnego, miodowego, pistacjowego, czekoladowego. Teraz wygląda tak:



 I zegar, bo w kuchni nie miałam zegara



Jak widać dominuje motyw lawendy. Co też nie jest przypadkowe, bo po ostatniej wizycie w Ogrodach Kapias - Pani Elu, serdecznie pozdrawiam - postanowiłam zmienić trochę wystrój mieszkania. Może to właśnie będzie to co szukam.