Sądziłam w piątek, że wreszcie ogarnęłam wszystko po jesiennym wyjeździe. Ale za szybko się cieszyłam. A tu jeszcze zdjęcia z wyjazdu, wrzucenie nowego tematu na blog.... Życie (a przynajmniej dzień) jest dla mnie stanowczo za krótki.
Wiec wyjazd... Takie spóźnione wakacje, kilka dni w Kołobrzegu. Nocowałam
tu - mogę polecić - duże mieszkanie, wspaniała Pani Ewa, która martwiła się, gdy nie byłam o określonej godzinie i cisza, spokój. Do morza ok 300 m, uzdrowiskowa cześć Kołobrzegu, blisko amfiteatru. Sama plaża i morze...to trzeba zobaczyć, dlatego umieszczam zdjęcia.
Tak było w dniu przyjazdu, morze spokojne, leniwe fale uderzały o brzeg. I oczywiście mewy, które natrętnie domagały się karmienia
Ponieważ spacer zaczął się ok 17, szybko zapadł zmierzch. A to równało się z możliwością zobaczenia portu kołobrzeskiego wieczorem i podziwiania latarni.
statki wycieczkowe przy nabrzeżu
latarnia od strony nabrzeża
wejście do portu
światło latarni widziane z bulwaru nadmorskiego
Drugi dzień, mimo, ze byl słoneczny zapowiadał sie ciekawie. Zza drzew dochodził szum morza i to nie taki łagodny ale lekko sztormowy. Nie myliłam się, fale były piękne, nie tylko w piatek, ale i w sobotę.
wzburzone morze
widok z mola na latarnię i oczywiście fale.....
Tak wyglądają kołobrzeskie ulice jesienią
A to autorka bloga, na tle bałwanów...morskich oczywiscie
polar, goratex i obowiązkowo czapka i rękawiczki....