czwartek, 30 stycznia 2014

Ostatnie dni wolnego.

Malowania ciąg dalszy. Dokupiłam farbę i mogę nadal pracować, choć dziś to już była prawie praca katorżnicza (malowanie kwietnika wiklinowego). Każdy pręcik malowany osobno, poprawiany kilkakrotnie. Robiłam to drugi raz, wiec poszło teraz o wiele szybciej, ale jednak pół dnia tym się babrałam. Efekt natomiast jest taki:

 
sam kwietnik

 
 kwietnik w towarzystwie
 Wczoraj też skończyłam główne części w swetrze irlandzkim. Trochę nagłówkowałam się przy ujęciach na dekolt i kark. Najwyżej będę pruła przy dorabianiu listwy wykończeniowej. A robocza wersja swetra wyglada tak:



Sam schemat ozdobnego pasa umieszczę w najbliższym czasie na blogu. Miłego dnia czytającym.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Wolnego ciąg dalszy.

Jednak robota kocha głupich. Zamiast siedzieć sobie do południa w szlafroczku, oceniać prace, sączyć kawę, to pognało mnie gdzieś z samego rana. A konkretnie do pasmanterii mojej ulubionej w celu zakupienia wstążek do dekoracji. I nie przypuszczałam, ze może to być tak problematyczne. Bo umyśliłam sobie wstążki w kolorze pastelowym różowym i kawowym(z dużą ilością mleka, wiec to raczej by był beżowy). I a jakże...są wstążki...czarne, ale takich jak ja chce to nie ma. W ostatniej chwili przypomniał mi się sklep z rożnymi "fajnymi rzeczami" i tam dokonałam zakupów.Jeszcze nie wiem, gdzie je spożytkuję, ale zapewne nie będą długo leżały.
A poniżej prezentuje odnowione pudełko, które dostałam kiedyś od mojej Babci. Pierwotne jego przeznaczenie było na przybory do szycia, natomiast ja, a teraz Moja Kopia trzymamy w tym gumki do włosów, spinki i inne przydanie.


Dzieło Mojej Kopii, która nadzwyczaj pogrymaszała przy jego wykonaniu.
Natomiast ja zabrałam się za...malowanie koszyków wiklinowych (których mam trochę). Kto kiedyś malował wiklinę ten wie co to jest. Nie poprzestałam na jednym, bo to tak trochę głupio - jeden pomalowany a reszta nie. Wiec zabrałam się do hurtowej pracy. Jednak robota kocha głupich


W tym wysokim oczywiście przechowuje włóczki, które są niezbędne do mojej egzystencji.
I kiedy ja mam odpoczywać?

sobota, 25 stycznia 2014

Gdy na dworze robi się biało....

To wówczas jakby chciało się cały świat przewrócić do góry nogami. Choć mróz -12 st. C, ale co tam. Nawet nie ma czasu na dzierganie i czytanie książki. A to trzeba śnieg zamieść ze schodów wejściowych, a to przed garażem odgarnąć centymetrowy puch, bo przecież później, gdy będzie więcej,  to się człowiek urobi jak koń w westernie. A że chodzi się po podwórzu to niech i Futrzak Rudy pokosztuje zimy. Tylko że Futrzak Rudy to mruczysłąw wybitnie kanapowy i to zimne coś pod łapami nie wywołało jego entuzjazmu. Ale przecież tyle zapachów, zakamarków które należy zbadać osobiście, a nie tylko z parapetu okiennego.
 Jestem niczym ten egipski przodek w pałacu faraona...no dobra, w Egipcie jest cieplej.
 Zaczaiłem się.....
 Tam się coś dzieje!
 Tam też!

A tam co znowu? Ktoś mnie woła?

 Zimno w łapę, ale to nic, tam są te okropne sikory

Jestem też jak lew/pantera/jaguar/tygrys..... (właściwe podkreślić)

piątek, 24 stycznia 2014

Zmiany.

kto odwiedza moja stronę/blog zauważył zmiany. Mając wolny czas trochę pochodziłam po innych blogach na różne tematy. Urzekły mnie blogi Pod norweskim niebem , a także Codziennik emigrantki. Jednak urok skandynawskiej stylizacji działa. A ponieważ mam wreszcie czas wolny (choć nie wspomnę o pracach które zabrałam do domu i które niecierpliwie czekają, aż je sprawdzę). ZAowocowało to nowa szatą graficzną, i nagłówkiem. Dodatkowo - prezentuje ponizej zaczętą pracę, któa dzis jakos zaniechałam z wiadomych wzgledów.
Tu prezentuję ogólnie przód swetra z ozdobna listwą, ma ona być umieszczona na przodzie swetra, a zapięcie (jak już wcześniej wspominałam lub nie) jest lekko przesunięte na bok.
 Tu zbliżenie na przód, a poniżej prezentacja całości. Niestety, jest ona na drutach i nie mogłam jej dokładnie pokazać.
Pomysł wzorów zaczerpnęłam z "Sandry" nr1/2000 oraz z MonDu. Mam nadzieję, że zdążę do zrobić do przyszłego piątku.
Już nie wspomnę, że coraz bardziej dojrzewa we mnie chęć zrobienia narzut na fotele na drutach. Dziś Moja Mama zakupiła mi dodatkowe motki wełny, wiec materiał jest i tylko zabrać się za pracę.
A tutaj jeszcze jedno zdjęcie z serii - stare koronki, filiżanki, frywolitki ( i chciałoby się dodać - i arszenik...)


Miłego wieczoru wszystkim (i ciepłego).

wtorek, 21 stycznia 2014

Wolne, wolne....

Lekko odetchnęłam i zabrałam się do pracy twórczej. Poniżej prezentuje szalik popełniony, ale na modelce. To nie ja odpowiadam za jakość zdjęcia, wiec nie do mnie pretensje.
Natomiast po przeglądnięciu różnych innych blogów stwierdziłam, że popełnię sweterek robiony w całości - przód i tył, a później do tego dorobię rękawy. Bardzo podobają mi się swetry irlandzkie (dopiero teraz odkryłam, ze mają swoja nazwę, ja je zawsze nazywałam warkoczowymi), których bogaty wybór znalazłam TU , a historię ich powstania miedzy innymi TU. Nie ma sensu, abym przepisywała historie swetrów, miłym tylko zaskoczeniem było, że pierwotnie swetry te były dziergane przez mężczyzn ( czyżby gender już wtedy miało się dobrze?). Podbudowana tymi wiadomościami i napatrzona w różnego rodzaju wzory postanowiłam twardo, że muszę ponownie sobie taki sprawić. Bo sennym wspomnieniem był juz sweter robiony przez Moja Mamę z pięknej kremowej owczej wełny z jeszcze piękniejszymi wzorami (wiedziona lekkomyślnym porządkowaniem przeznaczyłam go na śmietnik). Nie upierałam się przy jasnym kolorze - czerwony tez może być. Zaczęłam więc wertować strony, czasopisma, dokonywałam obliczeń, próbek...... W wyniku czego opracowałam wzór i układ wzorów. Niestety, dziś rano, patrząc na to świeżym okiem, stwierdziłam, że to nie to i jedynym sposobem będzie udanie się do zaprzyjaźnionego sklepu i zakupienie włóczki w odpowiednim kolorze. A czerwona poczeka na pomysł dotyczący jej wykorzystania.
Ponieważ dziś Dzień Babci i u mnie w domu Babcia otrzymała stosowne dowody wdzięczności. A ja , tak dla samej przyjemności kupiłam zapomniane już chyba frezje. Ich piękno jest nieuchwytne, a zapach nie do opisania.


Pozdrowienia dla czytających.
P.S. Szczególnie chciałam podziękować MonDu za dodanie komentarza pod moim ostatnim wpisem.

sobota, 18 stycznia 2014

Sobotnie leniuchowanie

Wbrew pozorom nie leniuchowałam. Spędziłam pracowity dzień likwidując jedno pudło tzw "przydasiów" - zbierane widokówki, kartki z odwiedzanych miejsc zakładki, naklejki itp. Wynik zbieractwa ostatnich...25 lat. I okazuje się, że można żyć bez tego. A tym samym zrobiło się miejsce w pokoju na kosz z włóczkami, bo nie będę przecież co chwila otwierała wersalki, aby wyjąć potrzebny kłębek.
Przymierzałam się do tego już w zeszłym tygodniu, ale jakoś mi to umknęło.... Aaaa... bo szłam do WOŚP-u. Tak, brałam w nim udział, mimo nagonki, jaka ostatnio trwa w Internecie. Widocznie Polacy inaczej nie potrafią.
Ukończyłam wreszcie uzupełnienie popełnionej czapki. Kopia zażyczyła sobie szal (w wiadomym kolorze) i musi być "długi i otulający". Nauczona doświadczeniem wcześniej robionych szalików, wymyśliłam ten we wzorze ażurowym. Wzór ten wydawał się prostym i "filmowym" (można go robić i równocześnie oglądać film), jednak jak wielkie było moje rozczarowanie, gdy co chwilę musiałam sprawdzać, czy aby na pewno nie pomyliłam się w oczkach. Dziś go ukończyłam co niniejszym dokumentuje i przedstawiam:



 
 To ogólny wygląd

 

A to jego zbliżenie

Wzór przedstawia się następująco :
1 rząd: 2 oczka prawe *2 x o 2 o. razem na prawo, 4 x 1 narzut i 1o.prawe, 2 x 2o. razem na prawo * 2 oczka na prawo
2 rzad 2o prawe *oczka lewe * 2o prawe
3 rząd: wszystkie oczka prawe
4 rząd: wszystkie oczka prawe
powtarzać rzędy 1 - 4

Niby proste, ale jakoś musiałam uważać. Dziergałam go też w pracy, co wcale nie wpłynęło na szybkość zrobienia go. Jednak mi uprzyjemniało szkolenia. Poniższy obrazek to też efekt uczestniczenia w szkoleniu.
Nie wiem, co będę robiła w trakcie ferii, bo zazwyczaj gdy planuję, plany zmieniają się wbrew naszemu życzeniu. Tak chodzi mi po głowie narzuta na fotele (tzn dwie narzuty, bo na każdy fotel jedna). Jednak wizja dłubania ich mnie lekko otumania, ale uzyskać coś takiego jak TU jest godne poświęcenia.

A poniższy obrazek to tez efekt szkoleń, intensywnych szkoleń dodam


Ale ogólny wydźwięk obrazka jest jak najbardziej pozytywny i właśnie o to chodziło. Miłego wieczoru/dnia dla czytających.


czwartek, 9 stycznia 2014

Gdy listonosz puka do drzwi..

To pojawia się lekka nutka niepokoju. Bo przecież listów "kopercianych" już prawie nikt nie pisze, święta minęły. Wiec albo wezwanie do sądu, albo komornik,albo skarbówka, ostatecznie przesyłka z sympatycznym zdjęciem z fotoradaru. Opcji, w której "listonosz zawsze dzwoni dwa razy" nie uwzględniam, bo znam to tylko z tytułu.
Ale dziś listonosz podjechał swoim pojazdem i dopadł mnie przed drzwiami. Służbowo wręczył mi paczkę z moimi oczekiwanymi ślicznościami, po czym odjechał pozostawiając za sobą...nie, nie kurz a zapach paliwa.
Natomiast moje śliczności prezentują się następująco:



Jeszcze nie wiem, co z nich zrobię, ale ważne, że są i cieszą moje oczy. a włóczkę zamówiłam tu .

Natomiast zakończyłam już czapkę, która poniżej prezentuję.
Tak wyglądała, gdy podzieliłam robotę na 5 równych części i każdą z nich przerabiałam oddzielnie ujmując po 1 oczku na początku każdego rzędu.

 następnie rogi zszyłam i ozdobiłam pomponem ( na życzenie Mojej Kopii)
ten inny odcień różu to inna włóczka, czapka była robiona z resztki włóczki i nawet różne odcienie różu nie wpływają na jej efekt końcowy - tak ma być!

A tu juz czapka na głowie modelki, która ozdrowiała i prezentuje rękodzieło mniej lub bardziej artystyczne.



Miłego wieczoru dla czytających.