wtorek, 8 października 2013

Październik z trudem wiąże koniec z końcem.....

Dziś tylko służbowo, bo i pora późna a jutro dużo obowiązków przed wyjazdem...takie spóźnione wakacje nad morzem przez kilka dni.
Przeglądałam zdjęcia, bo zmieniłam tło na blogu na bardziej "czasowe" ( w zimie postaram się o bajkowo zimowy krajobraz) i znalazłam zdjecia naszego kota gdy był jeszcze małym i grzecznym kotkiem...











Teraz wygląda tak....


 

 a przynajmniej wyglądał w maju/czerwcu. Teraz nabrał więcej ciałka..... Nie wiem, jak mieszkaliśmy , gdy nie było kocura.


sobota, 28 września 2013

Wrześniowo

A miałam być systematyczna.....
Ale jak być systematyczna, gdy nie ma się czasu na terminowe zadania.
Jesień idzie coraz większymi krokami. Mierzyłam ostatnio cudne botki na zimie - na szpilce i z lekką platforma na podeszwie. Cóz z tego, ze cena powala za tak mała ilość skóry a obcas nie jest dobrym pomysłem, gdy jeździ się samochodem.



nie wiem dlaczego, ale moje dziecko lubi fotografować te niejadalne - są wg niej bardziej fotogeniczne.
Wrzosy natomiast kwitną cudnie. Co prawda nie w lesie, ale w przydomowych ogródkach. No i zaczyna się sezon grabienia liści - urok mieszkania obok lasu i przy alei lipowej.
Wrzesień to dalsza część robienia przetworów - tym razem powideł śliwkowych. I to koniecznie ze śliwek węgierek. Jadłam je od niepamiętnych czasów. Od razu przypomniało mi się dzieciństwo, ich smak jest niedopisania.
Ponizej prezentuję zdjecia z procesu:
 Zdjęcie może jakościowo nie najlepsze, ale każdy się domyśli, ze śliwki pozbawione pestek dałam do garnka i na wolnym ogniu, przynajmniej przez TRZY dni dusiłam je spokojnie (z rozrzewnieniem wspominam piec węglowy w kuchni...). Można dodać do niech cukier, ale nie powinno się dodawać wody, śliwki smażą się w soku, które same oddają


 I oczywiście naczelna zasada - łyżka którą mieszamy  musi być za każdym razem czysta, zatem zapomnijmy o "próbowaniu" w trakcie.
Właśnie przeglądałam aparaty fotograficzne, ale nie mam w nich utrwalonych powideł w słoikach.







czwartek, 29 sierpnia 2013

Jesien już, niestety

Chłodniej na dworze. Na targu wybór owoców i warzyw. Wreszcie sa jabłka tanie jak barszcz i można jeść je do woli. I cukinia moja ukochana. Ale ileż można robić zapiekanki z cukinia? Nawet moja rodzina jakoś zrezygnowana podchodzi do obiadów.
Jednym z moich szybkich obiadów jest zapiekanka dla leniwych. Dość prosta w wykonaniu (żeby nie napisać - banalna). Na patelni rozgrzewam oliwę z oliwek  a później daję cebulę pokrojoną w cienkie talarki, do tego kiełbasę w kostkę (nie musi być wymyślna, może być zwykła ogniskowa), paprykę pokrojoną w paseczki, ziemniaki w talarki. Doprawiam do smaku solą pieprzem, majerankiem, kminem, oregano (świeżym lub suszonym) i duszę na bardzo wolnym ogniu, co jakiś czas mieszając. Gdy ziemniaki są lekko miękkie dodaje cukinie pokrojoną w większą kostkę i duszę do miękkości cukinii i ziemniaków.
Zapiekanka smakuje zarówno w lecie jak i zimie. Jeśli ktoś lubi to można dodać do niej pieczarki, fasolkę szparagową. Do zapachu dodaje zawsze zieloną nać selera.




Dodatkowo dziś postanowiłam zaprawić następne słoje. Tym razem to cukinia z papryką w zalewie kwaśnosłodkiej.

NA te cztery słoiki potrzebowałam:
3 średnie cukinie
3 papryki (ja miałam pomarańczowa żółtą i czerwona - ważne, aby były kolorowe)
koper - może być zamrożony

do każdego słoika dodałam 
1 łyżeczkę gorczycy 
1 talar cebuli
1-2 liście laurowe
3-4 ziarna ziela angielskiego

Zalewa:
6 szklanek wody (ja dawałam na "oko")
3/4 szklanki octu
łyżeczkę płaska soli
ok3-4 łyżek cukru

Zalewę zagotować i gorącą zalać słoiki, zakręcić, postawić do góry dniem (jak na zdjęciu). Pasteryzować ok 30 minut.
Ja zostawiam słoiki w garnku z wodą do wystygnięcia (tak robiłam moja babcia i mama).



piątek, 23 sierpnia 2013

Praca, praca.....

Jestem zagoniona. Choć nie, tu przesadzam: po prostu sama sobie dodaję pracę. Zaprawiłam znowu konfiturę z owoców róży i płatków, zrobiłam sok. Dodatkowo nastawiłam ziołówkę, znalazłam na nią przepis w książce Małgorzaty Kalicińskiej - Dom nad rozlewiskiem. Trzeba się niestety wczytać w tekst, aby go znaleźć. Mniejsza o tym. Zapałałam chęcią
posiadania takiej. Z tym ze przepis jak zwykle dostosowałam do siebie
Do pół litra wódki dałam łyżkę miodu, kilka ziaren ziela angielskiego, zielonego pieprzu(pierwszego 2 drugiego chyba z 5-6), do tego kilka liści czarnej porzeczki (ja dałam 3 powinny być młode, ale trudno o takie w sierpniu wiec dałam te z czubka krzewu), do tego gałązki mięty - może być czekoladowa, ja mam jeszcze cytrynową i truskawkową (liście po przetarci pachną w ten sposób), ale dałam tylko cytrynowej (5 gałązek). I na koniec garść ziela tymianku. Wstawiła do spiżarni i niech naciąga. Gdybym jeszcze znalazła gdzieś młode pokrzywy...ale to to dopiero wiosną. Nalew ma postać przynajmniej z miesiąc, co jakiś czas trzeba nim potrząsać, aby wszystko dokładnie się przemieszało.
Zatem czekam.....
A co do książek Kalicińskiej - może niektórzy podgrymaszają na nie, ale ja lubię czytać coś, co czyta się lekko łatwo i przyjemnie. Podobnie jak serial zrealizowany w oparciu o jej książki.




wtorek, 13 sierpnia 2013

Lato w butelki rozlane...

Sierpień, więc pora zapraw i przetworów. Nie, bynajmniej nie zaprawiam ogórków i innych papryk. To wolę  jeść na surowo (już słyszę głosy oburzonych, ze w zimie to na sztucznym wszystko wyhodowane - nie przeczę, ale mieszkam na wsi i wiem z doświadczenia, ze gdy nie sypnie się prochami, to pomidory jakieś pokraczne wyjdą). Ale dość o tym. Staram sie o przetwory bardziej  "niecodzienne", a przejawia się to w mojej miłości do róży pomarszczonej.
Dziś doszły też do tego owoce.
Z płatków postanowiłam zrobić syrop i konfitury, a z owoców konfitury. Przepisy wyszukuję w internecie -nieocenione "źródło wiedzy objawionej". Jednak nie trzymam się ściśle podanych proporcji, robię na tzw. "oko". Czytelniczki, które zajmują się gotowaniem już długo, wiedzą o czym piszę.

Na  Syrop z płatków róży  potrzeba

  • garść płatków róży (bez białych końcówek, jednak ja ich nie obcinam)
  • 1/2 szklanki wody
  • sok z 1/2 cytryny
  • szklankę cukru
Ponieważ ja miałam więcej płatków, więc sukcesywnie powiększyłam ilość pozostałych składników, oszczędziłam tylko na cukrze, bo mogłoby być za słodkie
Wodę+cukier+sok z cytryny zagotować (do rozpuszczenia cukru), dodać płatki i gotować na wolnym ogniu (ja gotowałam ok. 0,5 godziny, mieszając od czasu do czasu)



 

 Gdy płatki stały się szkliste zebrałam je łyżką cedzakową, a gorący syrop zlałam do butelki i słoiczka, zakręciłam i odwróciłam "do góry nogami". Później jeszcze za pasteryzuję, ale to gdy będę miała większą ilość przetworów.

Tu przedstawiam już efekt końcowy


W słoiku mam sok z płatków róży robiony w inny sposób: przesypywałam warstwy płatków cukrem, identycznie jak robiłam to przy nalewce z róży (przepis na to znajdziecie tu ). Ponieważ płatki były leniwe, zalałam je dziś resztą syropu i wymieszałam dokładnie cukier. Na zdjęciu widać na dnie jeszcze pozostałość cukru, ale ten rozpuści się przy pasteryzacji.

Konfitura z płatków róży
  • 1/2 szklanki wody
  • 1 szklanka cukru
  • 1 szklanka płatków róży
  • 2 łyżki soku z cytryny

I tutaj znowu zwiększyłam ilość składników, wody dałam ok 1,5 szklanki, bo później i tak odparuje.
Wodę + cukier -zagotować i do gorącego syropu wsypać płatki po czym natychmiast dodać sok z cytryny.


 

Ja dodałam do konfitury również płatki, które pozostały mi po odcedzeniu z syropu.
Konfiturę smażyć na wolnym ogniu aż stanie się gęsta po czym zlać do słoika.
Jakość zdjęcie na powala, ale mniej-więcej tak wygląda konfitura z płatków

 I wreszcie owoce dzikiej róży

Wyjątkowo znalazłam przepis na konfiturę, gdzie nie trzeba mrozić owoców. Następną zrobię z mrożonych.
Najpierw praca katorżnicza, czyli oczyszczanie ich z pestek.


Następnie owoce przesypać do garnka dodając tyle cukru, ile ważą oczyszczone owoce. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym przepisu nie zmodyfikowała: cukru nasypałam "na oko", dodałam pół szklanki wody, aby owoce nie przypali się i wycisnęłam troch soku z cytryny, ok 1 łyżeczkę). Teraz to już pozostało tylko smażyć na wolnym ogniu, aż owoce staną się przejrzyste

Moja Babcia twierdziła, że dobre konfitury powinny "pyrczeć" kilka dni, wiec idąc jej radą nie nałożyłam ich jeszcze do słoików. "Popyrczę" je jeszcze jutro, może pojutrze i dopiero wtedy założę do słoików (wyparzonych, później zakręcić i odwrócić do góry dnem)

Zaczynamy wszystko od początku

Poniedziałek to taki dzień, gdy wszystko jest nowe:nowy tydzień, nowe możliwości. Specjalnie nie lubię poniedziałku, bo to najgłupszy dzień- wizja tylu dni do następnego wolnego jest dołująca. Chyba jeszcze gorsza jest niedziela po południu....
Dlatego dziś pokazuję coś co zrobiłam już parę miesięcy temu ,a efekt odczuwalny jest teraz
W czerwcu zaczęłam zbierać płatki róży pomarszczonej(nie mylić jej z dziką). z silnym postanowieniem wykonania nalewki różanej.
Wygląda własnie tak:

Obiera się je dość przyjemnie, szczególnie, że wydzielają oszałamiający zapach, który chciałoby się zatrzymać. Mnie udało się nazbierać trzy takie koszyki



Teraz wystarczyło tylko wsypać do słoja: dwie garści płatków (wcześniej oczyszczonych) przesypać ok 0,5 cm warstwą cukru i tak naprzemiennie do ok 3/4 wysokości słoika.


Całość zalać wódką lub spirytusem (wg uznania, spirytus daje mocniejszy nalew). Wstawić słoik w ciemne miejsce i czekać, aż płyn nabierze ciemnoczerwonego koloru. Im dłużej trzyma się nalew w słoiku, tym jest on mocniejszy. Ja zlewałam go ok 26 lipca do butelek. Sama nalewka jest..pachnąca, smakuje lekko miodowo, ale wyczuwalny jest silny aromat róży. No i nie jest to nalewka do picia na zasadzie - chlup z ten dziób. Nią się delektuje
Nie podaje dokładnego przepisu, bo nalewki maja to do siebie, ze każdy wypracowuje swój własny przepis

Przepis na nalewkę różana.
płatki róży ( dowolna ilość)
cukier
wódka 0,7 litra
Płatki oczyścić, wsypywać do słoika : dwie garsci płatków, warstwa cukru, do wysokości 3/4 słoika. Zalać wódka tak, aby zakryła płatki.Odstawić w ciemne miejsce. Gdy płyn zmieni barwę na bursztynowoczerwoną, można nalew zlewać do butelki. W zależności od gustu można go lekko rozcieńczyć wódką.
I oto nalewka - różana a obok sosnowa. Przepis na nią podam w innym poście.



poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Wspomnienia z wakacji

W zeszłym roku, gdy byłam w Kołobrzegu, udało mi się zatrzymać w fotografii zachód słońca. Widziałam ich wiele, ale jeszcze tak pięknego nie udało mi się sfotografować.






Pięknego wieczoru i nocy dla odwiedzających.