środa, 23 kwietnia 2014

Światowy Dzień Książki

Nim jednak zacznę temat chcę przywitać nowych czytaczy: Zjednoczone Emiraty Arabskie, Włochy. Bardzo cieszę się z odwiedzin. Tak a propos Zjednoczonych Emiratów.... Moja Kopia jest sprofilowana w liceum geograficzno - matematycznie. I swego czasu uczyła się państw na poszczególnych kontynentach. Oczywiście: Mamo, przepytaj mnie! Zatem z westchnieniem wzięłam ten atlas, otwarłam go, bo przecież nie będę przyczyną niewiedzy Mojej Kopii. Pytam z państw i stolic (oczywiście państwa azjatyckie bez problemu są znane ) i dochodzimy do części, która nazywa się Półwysep Arabski. NA co Moja Kopia ze zdenerwowaniem:
_ Mamo...tam to ogólnie Araby mieszkają. Jakie państwa?, ogólnie Araby i już...
Nie dodam, ze dla niej świąt ma dodany jeden kontynent - Arabski, bo to ani Afryka, a na pewno nie Azja. Gdy pytałam o te przypadłość koleżankę geografa, potwierdziła, ze nie tylko moje dziecko tak spostrzega świat. Robi to większość uczniów. Ucieszyła mnie niezmiernie, bo dla mnie to tez.... ani Afryka ani Azja.
Na usprawiedliwienie dodam, ze Moja Kopia maniakalnie czyta wszystko co jest o Japonii, Korei (tej lepszej części) i Chinach. Gdyby mogła to spałaby na matach, chodziła w kimonie i oglądała TV z tych krajów.


A ja wracam do dzisiejszego dnia. Wyczytałam o nim na stronie bloga , stronie samej Akcji.  
Czytamy coraz mniej, jeśli w ogóle czytamy. Książki w domach są dodatkiem do mebli, inteligentnym uzupełnieniem.
Zachęcone notatkami na blogu wcześniej wspomnianym i na francuskim , postanowiłam sama z siebie wypisać przynajmniej kilka książek polskich, które powinno się przeczytać. Od razu dodam, ze lista jest subiektywna

 moja biblioteczka, jej cześć, bo reszta książek w szafie Mojej Kopii, w antresoli, w szafie wnękowej
w drugim pokoju...Tutaj tylko te, po które najczęściej sięgam.

1. Stanisława Fleszarowa - Muskat
Zaczynałam od Pozwólcie nam krzyczeć, Przerwa na życie, której jakoś nie umiałam dokończyć, bo śmierć Piotra była dla mnie rozczarowaniem co do dalszej akcji, a Wizytę przeczytałam, gdy byłam już...no mniejsza ile lat miałam. Dlaczego te książki? Bo główna bohaterka to taka kobietka - ma swoje kaprysy, niby delikatna, ale potrafi konsekwentnie dążyć do wytyczonego celu. nieuchronnie pojawia się też wojna i to ta ostatnia, ale ona jakby jest z boku, bohaterowie czuja jej konsekwencje, jednak nie uczestniczą w niej czynnie. Sama pisarka, pomimo prowadzenia narracji trzecioosobowej nie stawia się na pozycji wszechwiedzące. Zostawia niedopowiedzenia, buduje atmosferę, akcję w formie zdań krótkich, urywanych co wpływa na wartkość akcji, na jej reportażowy charakter (przynajmniej dla mnie). W II części wplątuje motyw odbudowy kraju w nowym ustroju. Nie uniknie się tego, taka była rzeczywistość. Ale pisarka czyni to z dystansem: niby Magdalena to przedstawicielka odchodzącej klasy, a jednak to jej współczujemy, gdy Piotr przedkłada wartości partyjne nad szczęście z nią... Ups..chyba za dużo napisałam.
Tejże autorki do polecenie : Milionerzy, Kochankowie róży wiatrów, Tak trzymać, Dwie ścieżki czasu Stangret jaśnie pani...

2. B. Prus Lalka
To chyba jedna z nielicznych kanonowych lektur do których wracam. nie przepadam za pozytywistycznymi dziełami, jednakże ta książka budzi we mnie sentyment. Może dlatego, że wieloaspektowy sposób patrzenia na te sama Warszawę, te same wydarzenia powoduje, ze otrzymujemy trójwymiarowość miasta. A słownictwo użyte ( odkryte ponowne znaczenie słowa: bagatela, pysznie...), powoduje przynajmniej we mnie zawstydzenie - gdie mi do tamtejszych pisarzy

3. M. Wańkowicz Ziele na kraterze
Bo trzeba! po pierwsze - narracja która stanowi ukrytą historię odradzającej się Polski. Po drugie - postać samego Wańkowicze co to twierdził, ze "Cukier krzepi" i "Lotem bliżej". Za te pierwsze stwierdzenie dorobił się niemałego kapitału.
Po trzecie - pokazanie jego córek, ich dorastania. Cudowne chwile, gdy czytane są dziewczynkom książki wieczorem (ta biała mulica, która nieznośny Tata - King przemycał do Quo vadis, aby sprawdzić,czy dziewczynki uważają, te konkursy znajomości Ogniem i mieczem....). Po czwarte - mimowolny  "smrodek dydaktyczny" i pokazanie rodziny jako jednego organizmu w którym dzieci są traktowane z szacunkiem i obdarzane rozumna miłością.Dla mnie to cudowna wakacyjna książka, którą otwiera się na dowolnej stronie i zagłębia się w akcji.

4. A Mickiewicz Pan Tadeusz i Dziady (ogólnie)
No niestety, nie poradzę na to, ze piękno Pana Tadeusza docenia się gdy ten przestaje być lekturą. To dzieło w którym można "dłubać" w nieskończoność i odkrywać na nowo nieznane fragmenty. Dziady? Dlatego, ze w mistrzowski sposób stanowi przekrój polskiego narodu.  I to tyle o tych dwóch książkach, bo zapewne literaturoznawcy zgrzytają zębami.

5. I tu powinna się pojawić książka dla dzieci.....
I mam dylemat, którą wybrać.... może podam tytuły i uzasadnienie do nich
seria Pana Samochodzika - chyba nie muszę pisać, przygoda, piękno Mazur, nostalgia za utraconymi dziełami.
bajki Porazińskiej i innych autorów - bo to tradycja i znajomość legend ( A ja nadal nie znam całej legendy o Śpiących Rycerzach w Czantorii)
Siesicka -  rozumna autorka, której książki są swoistym studium nad młodym człowiekiem, z jego problemami, są przeciwwagą do obecnych przedruków amerykańskich bohaterów młodzieżowych

I to na tyle z MOJEJ listy książek.... A gdzie jeszcze Sienkiewicz, Fredro i współcześni pisarze? Gdzie lektura lekka łatwa i przyjemna - kryminały?

A Wy, drogie czytelniczki jak uważacie? Co dopisałybyście w liście lektur, a co usunęły? Zapraszam do komentowania.
Spokojnego wieczoru i miłego jutrzejszego dnia czytającym/

wtorek, 22 kwietnia 2014

Wtorek, już normalny

Jeszcze wtorek. Po świętach. Zrobiłam sobie wycieczkę z Moja Kopią do Katowic. Wycieczka..... Mogłabym samochodem, ale jedziemy autobusem MZK...ponad godzinę. Dla mnie wygodniej - nie muszę martwic się o drogę, parking, opłaty parkingowe. Pogoda nam dopisywała, wiosna już zagościła na stałe zatem nic tylko jechać. Co prawda w drodze powrotnej zaskoczył nas deszcz, ale gdy przyjechałyśmy na miejsce był tylko wspomnieniem.
Dziś "pograsowałam" na blogach innych, powpisywałam komentarze. I dostrzegłam na mojej mapie odwiedzin nowe kraje: Jordanię ( no to egzotyka), Austrię, a jeszcze wcześniej Kanadę. Nie wspominam o wcześniejszej Rosji i Australii. Dodałam też blogi do listy czytelniczej. Nie wiem, kiedy będę pracować, bo staram się czytać umieszczone blogi i coś tam skrobnąć w komentarzach.  Ale postaram się być w końcu systematyczna.
Miłej nocy/dnia jutrzejszego dla czytających.

piątek, 18 kwietnia 2014

Przedświątecznie

Piątek przedświąteczny. Jeszcze nie tak dawno przygotowywaliśmy się do Bożego Narodzenia. A dziś już Piątek. Drugi wolny dzień, wiec nadrabiam zaległości. Oczywiście - mogę dłużej pospać, wiec budzę się ok 6.00. Ale też nie żałuje tego. Dziś rano las prezentował się pięknie z przedzierającymi się przez gałęzie promieniami słońca.

 Na gałęziach pojawiają się już pierwsze listki i las jest taki "seledynowy". To chyba najpiękniejszy okres roku, gdy przyroda budzi się, ale jeszcze nie ujawnia swojej urody w pełniej krasie.


 Tutaj widok z okna balkonowego. Czyż zielona mgiełka w oddali nie jest fantastyczna?

 A tu bratki na balkonie. Skrzynka oczywiście jest biała. 

Dziś ostatnia rzecz, którą malowałam na biało wylądowała na balkonie - wiklinowy fotel. Jego okres świetności dawno minął, a padający deszcz dołożył swoje. A ponieważ białe szaleństwo jeszcze mi nie przeszło, zatem na efekt nie trzeba było długo czekać.
Pogoda dziś znowu była łaskawa, zrobiło się przyjemnie ciepło i dlatego popołudniową kawę wypiłam na balkonie. Zainaugurowałam w ten sposób letni czas picia kawy, choć do pełni sezonu jeszcze daleko, szczególnie do porannej kawy.

 Dawno nie dawałam/nie pisałam kulinarnie, dlatego dziś pokazuję dwa zdjęcia. Pierwsze to filet z indyka faszerowany szpinakiem, serem i pieczony w cieście francuskim. Do tego rukola z roszpunka polane sosem z oliwy z oliwek i żurawiny z płatkami migdałów.

Filet z indyka w cieście francuskim:
  • jeden filet z indyka ( waga ok 1 kg, może być mniejszy)
  • mrożone ciasto francuskie
  • szpinak ( mrożony lub świeży - ja miałam mrożony)
  • ser Gouda Grande
  • pieprz, sól, majeranek
  • ząbek czosnku
  • 1/4 kostki rosołowej warzywnej
  • masło
w rondelku roztopić masło, dodać szpinak, dusić na średnim ogniu, później wkroić ząbek czosnku, 1/4 kostki rosołowej warzywnej mieszać, aby się nie przypalił. pod koniec duszenia, gdy woda odparuje dodać szczyptę gałki muszkatołowej, ostudzić
ciasto francuskie rozłożyć, naciąć na bokach w paski
filet rozciąć ( zrobić z niego "kieszonkę), rozbić, posolić, popieprzyć, posypać majerankiem )
do środka włożyć plaster sera, szpinak,
całość przełożyć na ciasto francuskie i spleść warkocz naciętymi paskami
Piekarnik rozgrzać do temp 150 st. włożyć ciasto na blaszce, piec ok 40 min w temp 220st. (ciasto można posmarować białkiem)

Sałatka z rukoli
  • paczka rukoli i roszpunki
  • garść żurawiny
  • płatki migdałowe
  • oliwa 
  • pieprz, majeranek do smaku

żurawinę namoczyć w wodzie, czekać aż "zabierze" wodę, stanie sie miękka
zalać oliwą, dodać przyprawy do smaku, dobrze wymieszać
rukolę umyć, podrzeć na cząstki ( ja dodałam jeszcze roszponkę) wsypać do miski
posypać płatkami migdałowymi
polać sosem, całość dobrze wymieszać


Natomiast danie poniżej to filet z tołpygi panierowany w mące kukurydzianej, do tego ryz na sypko z kardamonem (stad taki kolor) i surówka z młodej kapusty

Filet z tołpygi
  • jeden płat filetu kroję na części i dzień wcześniej sole, układam w misce i zostawiam na noc
  • na drugi dzień filety myję, oprószę mąką i układam na papierze do pieczenia w foremce. kładę na to po listku masła i piekę w piekarniku ok 30-40 min.
Dziś zapomniałam o tym, poleciałam malować fotel wiklinowy na dworze i gdy przyszłam do domu, ryba miała piękną chrupiącą skórkę... czasami warto się zapomnieć

Surówka z młodej kapusty
  • pół główki kapusty/zależnie od wielkości, trzeba też pamiętać, ze kapusta lubi "siadać" wiec lepiej zrobić więcej
  • 1 marchew
  • sól, cukier, pieprz, majeranek
  • łyżka majonezu, łyżka jogurtu
  • koper
kapustę posiekać na tarce, posypać cukrem, solą
marchew obrać i zetrzeć na tarce jarzynowej, wymieszać z kapustą
posypać koprem, przyprawami wg uznania
z łyżki majonezu i jogurtu (może być sam jogurt) zrobić sos - polać surówkę, gdy ta już lekko puści sok
wymieszać, odstawić, aby się "przegryzła".
Moja Kopia uwielbia te surówkę.. robię młodą kapustę duszona, ale o tym innym razem.

A czytającym (serdecznie witam czytelników z Rosji, Australii i Kanady - radość, radość..) życzę spokojnych świat o wiosennej aurze i spokoju ducha..
To tak na wszelki wypadek, gdybym już nic nie pisała.

piątek, 11 kwietnia 2014

Kwietniowo

Wiem, wiem..zaniechanie bloga powoduje utratę czytelników. Postaram się wynagrodzić to w dwójnasób. Najpierw moje zmagania kulinarne w zeszłym tygodniu. Ponieważ kupiłam truskawki ( te hiszpańskie, bez słodyczy, bo przecież nie wytrzymałyby transportu, wiec musiałam coś z nimi zrobić. Wybór padł na tiramisu ale w wersji owocowej: lekko osłodzone z kiwi i truskawkami. Cos słodkiego jest, a nie za bardzo grzeszne. Oczywiście rodzina zmiotła je w ciągu dwóch dni. Pozsotalo po nim tylko wspomnienie i fotografia:

ponieważ wspomnienia Pana Jerzego Stuhra już dawno przeczytane, czas na książkę, o której nie tak dawno było głośno. Jednak nie tak, jak o jej poprzedniczce. Dan Brown i jego kontrowersyjne książki sensacyjne. Juz pomijam, czy opisywane dzieła są zgodne z oryginałem ( Madonna wśród skał to obraz na desce a w Kodzie da Vinci Sophie usiłuje przebić obraz kluczem. Nie wiem, jak to chce zrobić, chyba tylko pozadzierać malowidło), ważne, ze akcja początkowo się ślimaczy, ale w miar ubywania kartek nabiera tempa. To równocześnie następna książka z cyklu czytania i dziergania


Jak na razie, jestem na etapie, gdy główny bohater uciekł przy pomocy włoskiej lekarki ze szpitala i próbuje przypomnieć sobie, co robił wcześniej. A ponieważ czytam wieczorem, jakoś dziwnie dłuży mi się powieść...
I następna rzecz, o której warto wspomnieć, to występ moich wychowanków na scenie z okazji Wieczoru Spotkań, który co roku organizuję. W tym roku postawiliśmy na regionalizm i prezentowane sceny były mówione po śląsku. Tym bardziej, ze uczniowie posługują się piękna gwarą, lekką, niewymuszoną. Nie to jednak było godne zapisania. Jakże byłam zaskoczona, gdy podczas zakończenia, przy prezentacji występujących, zostałam przez nich wywołana na scenę i podziękowali mi za pomysł, cierpliwość i możliwość wzięcia udziału w takiej imprezie. Organizowałam już takie wieczory kilkanaście razy, ale nigdy nie spotkałam się z takim podsumowaniem. Jest to baaardzo miłe.


To właśnie podziękowanie od nich... miłe i sympatyczne. Dla takich chwil warto pracować z młodzieżą gimnazjalną.

wtorek, 1 kwietnia 2014

Wreszcie nominuję do nagrody.....

Dzisiaj zebrałam się w sobie i sporządziłam listę pytań i blogów które nominuje do nagrody Liebster Blog Award. Wiem, ze powinnam nominować blogi o mniejszej oglądalności i czytelności, jednak to nie moja wina, ze zaczęłam tak późno pisać swoje spostrzeżenia.
Zatem...tadam..oto moja lista nominowanych:

 http://koszmara.pl/    zaczynałam czytać inne blogi a ten szczególnie sobie upodobałam

 http://gosioowo.blogspot.com/ - za śledzenie mamy na emigracji i jej małej córki

http://codziennikemigrantki.blogspot.com/   a tu tak ogólnie.... a juz wiem, szukałam informacji nt. świat w Szwecji

 https://polkawszwecji.wordpress.com/    ciekawe opowieści dotyczące Sztokholmu

http://www.polka-blog.ru -  za ciekawe opisy życia sąsiadów zza wschodniej granicy

http://myladylaura.wordpress.com/    za radośnie ofiarowaną flagę Hiszpanii i przepisy słodkości

 http://retrodom.blogspot.com/ tu znowu lubię oglądać ładne wnętrza


I to chyba wszystkie blogi moje ulubione..Znalazłyby się jeszcze inne, ale właścicielki wyraźnie zaznaczyły, że nie chcą nagród.

A teraz pytania:
  1. Dlaczego blog?
  2. Gdy byłam małą dziewczynką
  3. Na bezludną wyspę zabiorę trzy rzeczy...
  4. Muzyka, która jest dla mnie relaksujaca...
  5. Irytuje mnie u innych...
  6. Szukam u innych...
  7. Pora roku, która mnie określa....
  8. Pióro czy długopis?
  9. Miejsce, gdzie odpoczywam...
  10. Czy jestem przesądna?
  11. Mój "grzech" jedzeniowy...

niedziela, 30 marca 2014

Niedziela słoneczna.

Wiosna powoduje, ze człowiek ma chęć do życia. Chce mu się działać, zmieniać, przewracać wszystko do góry nogami. Obserwując dziś ludzi doszłam do wniosku, że promienie słoneczne powinny być wpisane na listę dopalaczy. Nie wiem, czy tych "dobrych", ale dopalacz to jak nic. Nie będę udawała tez, ze i ja z nich nie korzystałam, gdy tylko była okazja siadałam na ławeczce i wystawiałam twarz do słońca. Bo ja, moje drogie czytelniczki ( i czytelnicy - równouprawnienie przecież jest), byłam dziś w Ogrodach Kapias i nad zalewem Goczałkowice. Okazja była nie byle jaka, bo Moja Kopia w dniu dzisiejszym, o godzinie 4.55 wkroczyła w dorosłe życie. I w ramach tego dnia pojechaliśmy do Ogrodów.
Wyjechaliśmy rano, aby najpierw być nad Zalewem. Pogoda cudna, rano był lekki przymrozek, ale szybko temperatura pięła się w górę. Spacerowaliśmy zaporą, zaglądaliśmy na tamy ( tzn zaglądała moja rodzina, bo ja panicznie się boję wysokości i na dodatek nerwica mi się wtedy przyplątuje: spadnie mi aparat, okulary słoneczne, sama wpadnę itp.) Cudownie prezentowała się panorama zalewu, gdy woda zlewała się z niebem

To właśnie panorama. Moja Kopia sama weszła w kadr.

Wiosna mimo wszystko się nie spieszy, oszczędnie pojawia się, abyśmy nie doznali przesytu i zachłyśnięcia się jej urokiem , dlatego drzewa jeszcze niezazielenione.

brzeg Zalewu, jeszcze z brzozami bez liści

 A tu ja, uchwycona przez telefon komórkowy.

Swoja drogą ta zapora to wspaniałe miejsce na bieganie, maszerowanie i rolki. Stale ktoś nas mijał z tym sprzętem i obowiązkowa butelką wody mineralnej. Chyba bardziej dla lansu, bo przecież to tak światowo.
My natomiast szliśmy sobie spacerkiem, bez butelek wody, w kurtkach.

Później pojechaliśmy już do ogrodów - tam mieliśmy zarezerwowany stolik na obiad, a następnie i deser. Dziewczyny - kelnerki biegały niczym małe pszczółki: zwiedzających, klientów było dużo i trochę czekaliśmy. Ale nie robiliśmy o to rabanu. My nie, ale inni tak. Jakby oślepiono ich i nie widzieli, ze dziewczyny naprawdę były zagonione, biegały na dwie sale i ogród. Jednak pogoda była wspaniała, dzień wolny, wiec po cóż się spieszyć. A tak narzekają na życie w Polsce: że to niby warczymy na siebie, nie mamy odrobiny empatii. Ale poza czubek własnego nosa nie potrafimy spojrzeć, tylko ja, ja i ja.
Ale dość już narzekania/prowadzenia refleksji. Podczas deseru daliśmy Dorosłej prezent - pierścionek złoty, który ja dostałam, gdy ją urodziłam. Lekko była zmieszana, co w jej wypadku oznacza - wzruszona.
Po deserze poszliśmy do ogrodów (jakbyśmy w nich nigdy nie byli...), ale tez nie zapomnieliśmy o sklepie, w którym to poczyniliśmy małe zakupy ogrodnicze.


 Sasanki na skarpie. U nas w ogródku też są, ale nie w takiej ilości.

 Kwitnące drzewo - nie doczytałam jak ma na imię.
Moja Kopia ponownie


A tu Mała Księżniczka. Zachwyciła nas ta dziewczynka, jej Babcia pozwoliła na zdjęcie. Czy wszyscy dostrzegają diadem księżniczki i korale? (jeszcze był pierścionek na palcu).

 Kwitnące drzewko wiśni w wiejskim ogrodzie
 I znowu drzewo, które nie chciało mi się przedstawić.
A tu żonkile z różowożółtymi "trąbkami"
 W sklepie, przeszkadzajki, dyndadełka.
A tu oryginalne oświetlenie w drugiej sali - foyer.

Czekam na obiad, obserwuje ludzi spacerujących na zewnątrz

Białe anturium, które dostałam.

Dzień minął przyjemnie, inaczej, niż bylibyśmy w domu i tu zjedli urodzinowy obiad. Już nie wspomnę, ze goniłabym jak kot z pęcherzem, aby wszystko poszło jak należy.
Dawno nie było zdjęcia Futrzaka Niegrzecznego. Dziś w ramach leniuchowania wiosennego, przewracał się z boku na bok:

I tak już na zakończenie: doszłam do wniosku, ze muszę iść do biblioteki. A wcześniej zrobić listę książek, które powinnam przeczytać. Kiedyś tam w liceum, później na studiach czytałam z obowiązku, na zasadzie trzech Z - zakuć zdać i zapomnieć. A tu i klasyka literatury i współczesne utwory... No trudno, szprecham po rosyjsku, rozumiem co do mnie mówią po angielsku ( piąte przez dziesiąte, ale jednak). to przynajmniej uzupełnię literaturę. Zatem - moje kochane czytelniczki - proszę o tworzenie listy obowiązkowej literatury i literatury uzupełniającej.
 A jak na razie powtórzę sobie zapiski Jerzego Stuhra "Tak sobie myślę". Jednocześnie powinnam skończyć sweter biały lub zacząć obmyślać projekty wiosenno - letnie.

Takie równoczesne dzierganie i czytanie chyba też ma w internecie jakąś swoja akcje? Wspólne czytanie i dzierganie. Właśnie znalazłam pomysłodawczynie.
A co przeczytałam w tym roku dziergając?: serię Asy Larsson (4 książki), Trzy po trzy E. Karewicza. Nie wspominam już o książkach, które czytałam po raz któryś.
Rozpisałam się dziś, choć i tak wolę pisanie odręczne. Miłego wieczoru/dnia czytającym

sobota, 29 marca 2014

Uzupełniam notatki

Jak milczę to milczę, ale jak pisze to od razu hurtowo. Odespałam wczorajszy maraton wycieczkowy. Dlatego dziś, po lekkiej pracy na podwórku uzupełniam wiadomości pogodowe. Zgodnie z obietnica - zdjęcie forsycji przed domem:
 

 Nazywana jest czasami "złotym deszczem" i w pełni zasługuje na tę nazwę. Podobnie zachowuje się modrzew i leszczyna. Modrzew posadzony ponad 20 lat temu, z półmetrowego krzaczka stał się drzewem reprezentacyjnym.

tu tylko we fragmentach. Obok niego leszczyna, corocznie przycinana, aby tworzyć swoja koroną parasol, dający cudny cień w upalne dni.

Starałam się, aby pąki były widoczne.
I jeszcze magnolia o ciemnoróżowych kwiatach. Oby nie było przymrozków, bo wtedy kwiaty zmarzną.

A później już tradycyjnie kwiaty na grządkach:

 Obłędnie pachnące fiołki. Kiedyś było ich więcej na całym podwórku, ale jednego roku "panowie fachowcy" potraktowali je zaprawą murarską.
 Tu motyl na hiacyntach. Biedronki gdzieś sie pochowały. Moze zawstydził ich ten Pan Papillon
 Pierwsze tulipany
 A tu nieśmiało wyglądający szafirek
 Żonkile na rabatach, nalezą do karłowatych, wiec może nie są tak widowiskowe.
I niezawodne bratki. Tutaj pod modrzewiem

I jeszcze jedno zdjecie bratka (kupiłysmy chyba z 30 sadzonek). Moja Babcia nazywała je "sierotkami" i tłumaczyła: Widzisz: Ten na samym dole płatek barwny, elegancki to Macocha, zobacz, jaką ma kolorową sukienkę, jak się pcha do przodu, aby byc widoczną. Nad nią siedzą jej dwie córki, też wystrojone, choć nie tak jak matka. A za nimi dwie sierotki, płatki jednobarwne, dla których sukienek już nie wystarczyło kolorowego materiału i musiały ubrać to, co zostało". I musze powiedzieć, ze w ogrodzie Babci zawsze było pełno bratków. Nie wiem, jak to robiła, ze co roku miała barwne grządki, bo nie rpzypominam sobie, aby je sadziła ( jak mówiła: "flancowała")

I tutaj bratek z opowieści mojej Babci. ma lekko przechylona "głowę", jakby chciał zapytać kokieteryjnie: ładny jestem, co nie?

I jeszcze zdjęcie pudełka wykonanego przez Moją Kopię. Szła dziś do kolezanki na osiemnaste urodziny (rozpoczął się sezon ) i robiła dla niej prezent.


Ona nie jest swym dziełem zachwycona, mnie natomiast się podoba.
Miłego wieczoru czytającym.